Polish texts

Studia

1984–1989 Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, wydział grafiki, pracownia prof. Haliny Chrostowskiej i prof. Rafała Strenta, pracownia malarstwa prof. Jerzego Tchórzewskiego.
2012 – stopień doktora sztuk plastycznych, ASP Kraków.
Naucza na Europejskim Wydziale Sztuk w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, pracownia grafiki warsztatowej i grafiki projektowej.

 

Wystawy indywidualne:

  • 2020 Stara Kisa, galeria biblioteki w Kisa
  • 2018 Galeria Aneks, Dom Chemika, Puławy
    Galeria DAP 2, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Kisa Konsthall, Sweden

    Muzeum Dwór Karwacjanów i Gładyszów, Gorlice
  • 2017 Centrum Promocji Kultury dz.Praga Południe, Warszawa
  • 2016 COEK Studio, Ciechanów
  • 2014/2015 Galeria Europejskiego Wydziału Sztuk AFiB Vistula, Warszawa
  • 2014 Galleri Skådebanan, Linköping, Szwecja
    Galeria Urzędu Miasta, Linköping, Szwecja
    Galeria U, Inauguracja roku kultury na Ursynowie 2014/2015, Warszawa
  • 2013   Galeria na Piętrze, ZPAP Łódź
    Galeria Dom Artysty Plastyka, Lufcik, ZPAP Warszawa
    Galeria Przy Bibliotece, Kisa, Szwecja
    Galeria Przy Bibliotece, Boxholm, Szwecja
  • 2010 Galeria Van Golik, Warszawa

  • 2007 Galeria Składnica Sztuki, Warszawa
    Pałac Sztuki, Kraków

  • 2006 Galeria Forma, Warszawa

  • 2003 Galeria Test, Warszawa
    Galeria „Do trzech razy… sztuka“, Warszawa

  • 2001 Dom Sztuki, Ursynów, Warszawa

  • 1998 Galeria Test, Warszawa
    Galeria Miejska Arsenał, Poznań

  • 1995 Galeria Test, Warszawa

  • 1994 Galerie Girardet, Essen, Niemcy

  • 1993 Galeria Pestka, Muzeum Etnograficzne, Warszawa

  • 1991 Saabs Konstförening, Linköping, Szwecja

  • 1989 Galerie MB, Sztokholm

  • 1988 Kulturhuset, Nässjö, Szwecja

Wystawy zbiorowe:

  • 2023 Grafiteka 2023, Wystawa sekcji grafiki OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
  • 2022 Grafiteka 2022, Wystawa sekcji grafiki OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
  • 2019 Grafiteka 2018, Wystawa sekcji grafiki OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
  • Wystawa pokonkursowa konkursu Grafiteka 2019
  • 2018 Malować przede wszystkim, wystawa z okazji 45 lecia nagrody im. Jana Cybisa, Galeria Lufcik, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Grafiteka 2018, Wystawa sekcji grafiki OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Ett verk var, wystawa malarstwa, 60 artystów, Sztokholm-Husby, Szwecja
    Aukcja Charytatywna Aperiogaleria miejska Arsenał, Poznań
  • 2017 Wizje. Wystawa sekcji malarstwa OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Grafiteka 2017, Wystawa sekcji grafiki OW ZPAP, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
  • 2016 Wystawa pokonkursowa XIII Konkursu Graficznego im. Józefa Gielniaka, Muzeum Karkonoskie, Jelenia Góra
  • 35×35 Art project, Muzeum Copelouzos Family Muzeum, Ateny
    Trzy wymiary, Malarstwo na płótnie, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Grafiteka, grafika warsztatowa wczoraj i dziś. 2016, Galeria DAP, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Aukcja Charytatywna AperioZamek, Poznań
    Aukcja Charytatywna Dla przylądkaGaleria Xanadu, Warszawa
  • 2015 Muza – 2015 – Magdalena Abakonowicz, Galeria Promocyjna, Centrum promocji Kultury w Dzielnicy Praga Południe , Warszawa
    Aukcja Charytatywna AperioZamek, Poznań
    Aukcja Charytatywna Dla przylądkaPragaleria, Warszawa
  • 2014 Aktualności, ZPAP, Warszawa
    Aukcja Charytatywna Aperio, Zamek, Poznań
    Aukcja Charytatywna dla Olafa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa
    Aukcja Charytatywna dla Maxa, Warszawa
    Abstrakcja, ZPAP, Warszawa
  • 2013 Abstrakcja, ZPAP, Warszawa
    Aktualności, ZPAP, Warszawa
    Vienna Showcase, Museum of Modern Art, Schonbrun Palace, Wiedeń
    Wielka Aukcja Charytatywna na rzecz Policyjnej Izby Dziecka, Polski Komitet Olimpijski, Warszawa
  • 2012 Nowe Otwarcie, Stulecie Związku Artystów Plastyków, Dom Artysty Plastyka, Warszawa
    Uczta u mistrzów, Kraków, Pałac Sztuki
  • 2011 Abstrakcja w naturze, Galeria Lufcik, ZPAP, Warszawa
    Aktualności, ZPAP, Warszawa
    Via Varsovia, 10 lat, ZPAP, Warszawa
  • 2008 Międzynarodowe Targi Sztuki, Galerie Mitteleuropa, Sztokholm, Szwecja
  • 2006 Polscy Artyści Plastycy – Dzieciom, wystawa wraz z aukcją charytatywną, Świdnica–Nowy Jork
  • 2004 Via Varsovia, Puławska Galeria Sztuki, Dom Chemika, Puławy
    Via Varsovia, Galeria „Do trzech razy… sztuka”, Warszawa
    Festiwal Sztuki Milanówek, Miejski Ośrodek Kultury, Milanówek
  • 2003 Wyjście z szuflady, I Spotkanie Artystów Ursynowskich, Ursynów, Warszawa
  • 2000 Rzeźba jako przedmiot osobisty, wystawa rzeźby i rysunku, Galeria Lufcik, ZPAP, Warszawa
    Rysunek 2000, Mazowieckie Refleksje, Galeria Lufcik, ZPAP Warszawa
    Tolosy Sztuki, wystawa artystów Okręgu Warszawskiego ZPAP
    Flower Power, Galeria Art Office, Warszawa
  • 1999 Moja Ziemia, ZPAP, Warszawa
  • 1998 Artystka i jej światopogląd. Ślady kultury polskiej i amerykańskiej – wędrująca wystawa zbiorowa artystek polskich i amerykańskich, USA
  • 1997 Człowiek w obrazie – wystawa grafiki Xylon-Muzeum + Warsztaty, Schwezingen, Muzeum Miejskie Reutlingen, Niemcy
  • 1996 Warszawski Miesiąc Malarstwa, Kwiecień, ZPAP, Warszawa
  • 1995 Warszawski Miesiąc Malarstwa, Kwiecień, ZPAP, Warszawa
  • 1994 Międzynarodowe Triennale Grafiki Polskiej, Katowice
  • 1992 I Międzynarodowe Biennale Grafiki, Maastricht, Holandia
  • 1991 Ogólnopolska Wystawa Pokonkursowa Grafiki, Łódź
    Triennale Grafiki Polskiej, Kraków
  • 1985 Ogólnopolski Przegląd Rysunków Wyższych Szkół Artystycznych, Katowice, Nagroda Pedagogów
  • 1985 Ogólnopolski Przegląd Grafiki Studenckiej, Kraków

O sztuce Jolanty Johnsson piszą krytycy sztuki

 

Abstrakcja w pejzażu i w portrecie

Twórczość Jolanty Johnsson to narracja bardzo humanistyczna. Autorkę interesują właściwie tylko dwa zagadnienia: człowiek i natura. Dynamika jej artystycznej drogi wynika z tego, że w pewnych okresach jeden temat dominuje nad drugim, jest silniej zgłębiany i bardziej malarkę pasjonuje. Nigdy jednak nie ma jej na wyłączność. Kiedy powstają cykle pejzażowe – tak jak obecnie – to i tak John­sson powraca co jakiś czas do portretu. Często zresztą są to powroty do starszych prac i próba ich pogłębienia psychologicznego lub wyrażenia na nowo, w świeżo wybranych środkach formalnych czy warsztatowych. To powód dualistycznej konstrukcji wystawy, którą mamy możliwość
oglądać.

 

Jej wiodący wątek to najnowsze cykle pej­zażowe. Są swoistym balansowaniem pomiędzy formą abstrakcyjną, a realistyczną. Wyrażają to, co moim zdaniem w każdej twórczości jest naj­bardziej wartościowe – syntezę. Dwie serie prac dotyczą żywiołu wody. Każdy ukazuje ten temat
z innego punktu widzenia. Próba spojrzenia na wodną taflę z góry przynosi ciekawe efekty. Z jednej strony jest to rozedrgane, rozwibrowane istnienie plam barwnych samych w sobie, z drugiej – odbicie przestrzeni nieba i chmur w tej powierzchni.
To w pracach o bardziej znaczącym formacie. W tych mniejszych, które mogą utworzyć samoistny fryz,
a których forma ekspozycji – pionowa czy pozioma – zdaje się nie być z góry narzucona, autorka także skupia się na ruchu. Nie jest to jednak nerwowe drganie i opalizowanie powierzchni, ale płynność, mobilność żywiołu, który choć jest tu uspokojony
i nikomu nie zagraża, to jednak pokazuje swoją zdecydowaną moc.

Najnowsze malarstwo pejzażowe Johnsson wy­różnia się na tle jej poprzednich dokonań doborem wartości barw i sposobem ich zastosowania. Ta zmiana to kolejny wyznacznik dynamiki artystycznej kariery autorki. W pewnych okresach jej malarstwo jest w kolorze dźwięczne, operuje czystą, soczystą barwą, zestrajaną w mocnych kontrastach, sprawiających wręcz wrażenie fluorescencji. W innym czasie interesują ją wyłącznie kreacje monochromatyczne, niemal nie zniuansowane kontrastowo, gdzie próżno poszukiwać czystego koloru, a kształty zatapiane są w tło zupełnie, uwypuklając się z niego, w tym samym stopniu barwą co impastem. Ta zmienność w twórczości artystki powoduje, że jej dorobek jest nieustannie frapujący dla widza. Dla niej samej jest zresztą też niekończącą się przygodą. Najnowsze pejzaże to emanacja czystej barwy i silnego kontrastu. Sytuacja, w której kolor jest odpowiedzią na światło.

Na przeciwległym biegunie leży kilka prac portretowych w monochromach. Wrócę jeszcze do nich. Teraz sygnalizuję ich obecność, aby pokazać, że jeszcze jeden pejzażowy cykl artystki jest w zasadzie formalnym przejściem pomiędzy tymi dwoma kreacjami. Mam tu na myśli „Chmury nad polami” – niezbyt liczną serię wyciszonych w kolorze prac, którymi Johnsson dopełnia paletę swoich możliwości formalnych, gdyż, choć operują one zgłuszoną barwą, to jednak w bardzo zdecydowany sposób nie rezygnują z kontrastu. To intrygujące obrazy, których tworzenie miejmy nadzieję będzie rozwijane. Obłe, bardzo sensualne kształty pokazują przyrodę w jej kolejnych warstwach, sygnalizują, że jesteśmy jej częścią, że nie możemy się od niej wyabstrahować. To kolejny sposób postrzegania natury, nie z góry, ale od wewnątrz. Obecność tej serii prac pokazuje analityczne predyspozycje artystki, jej temperament naukowca, który do granic pochłonięty jest tropieniem jakiegoś problemu.

Takie podejście w pejzażu jest widoczne wtedy, kiedy zderzymy ze sobą różne cykle malarskie. Nie potrzeba zestawień, aby uchwycić analityczną postawę artystki, patrząc na jej przedstawienia człowieka: portrety i figury. Tu widać dokładnie naukową drobiazgowość rozważań i dogłębne, psychologiczne podejście. Nie chodzi tylko o oddanie prawdziwości modela. Proces idzie zdecydowanie dalej, na poziom już czysto malarski, kiedy obraz odrywa się od człowieka, staje się anatomicznym przedstawieniem – znowu syntezą – kondycji
ludzkiej.

Ta teza jest do obronienia bez trudu, bo Jolanta Johnsson ujawnia – także w ramach wystawy – tajniki warsztatu. Pokazuje się jako autorka wypowiedzi w wielu mediach. Interesuje ją nie tylko malarstwo, ale także rysunek i grafika. Każda z tych technik wymaga innego podejścia. Rysunek tuszem nie pozwala na dręczące, mozolne poprawki, przed którymi niektóre obrazy Johnsson nie mogą się obronić. Grafika operuje eksperymentem i kolejnymi matrycami, odbijanymi na tym samym arkuszu. Nie są to jednak retusze, ale następne warstwy znaczeń. Kiedy zestawi się ze sobą te wszystkie opowieści o człowieku, wyłoni się z nich głęboko humanistyczna metafora ludzkiego życia. Niezbyt optymistyczna, ale za to prawdziwa.

Agnieszka Gniotek 

 

Człowiek w przestrzeni – przestrzeń w człowieku, Galeria na Piętrze, ZPAP, Łódź

„Nie wyzwala się form, nie wyzwala się figur.
Przeciwnie, można je jedynie łączyć: jedynym
sposobem na ich uwolnienie jest ich powiązanie,
czyli odnalezienie ich spoiw, więzi, która je
tworzy, łączy ze sobą.”

To, co w malarstwie Jolanty Johnsson najbardziej interesujące, rozgrywa się głównie w zakresie konstruowania formy.
Artystka wykorzystując twierdzenia postmodernizmu, czerpie z idei dekonstrukcji (dekonstrukcja – jeszcze jeden proces w całości tworzenia) wnikliwą analizę dzieł malarskich podejmujących problem struktury iluzji przestrzeni tworzonej światłem i kolorem.
Współczesnemu artyście niełatwo jest stworzyć oryginalną i całkowicie własną sztukę, bowiem panuje przekonanie, że w zasadzie wszystko w obrębie określonego jej rodzaju i gatunku zostało już odkryte. „Wynalazek formy” wydaje się być niemożliwym. Dlatego też postmodernizm otwiera się na przetwarzanie, rozwijanie, wykorzystywanie zdobyczy już zaistniałych, nawiązywanie, cytowanie, interpretowanie technik i form, by artysta w procesie twórczym wydobył na kanwie doświadczeń historycznych oryginalność własnego postrzegania, rozumienia rzeczywistości. Jolanta Johnsson w twórczy sposób nawiązuje do neoimpresjonizmu, koloryzmu, ekspresjonizmu.
W swoich obrazach, skupionych wokół tematu: człowiek w przestrzeni, ukazuje człowieka jako istotę skazaną na dogłębną samotność nawet w relacjach z innymi ludźmi. Łączy to jej malarstwo z filozofią egzystencjalizmu, w której człowiek jest ujmowany jako wolny, skazany na konieczność wyboru i odpowiedzialność, co wywołuje w nim poczucie lęku, beznadziejność istnienia, obcość w świecie, cierpienie.
Niemożliwość porozumienia się z „innym obcym” oraz odnalezienia jedności z otaczającym światem artystka oddaje utrzymując nastrój obrazów na krawędzi dramatyzmu.
Maluje nakładając barwy drobnymi punktami warstwa na warstwę. Dzięki tej technice kolor i światło modelują bryłę, tworzą jej odniesienia, związki z przestrzenią. Zróżnicowane natężenia barw światła wydobywają z tła kształty ludzkich postaci. Obwiedzione zdecydowanym konturem, wyodrębnione sylwetowo, świecą jakby ezoteryczną aurą. Niekiedy bryła ludzkiego ciała określona zostaje bardziej dzięki uformowaniu jej małymi pasemkami ułożonymi w rytmy wypełniające postać.
Stosowanie silnych kontrastów zwiększa ekspresję obrazów i wpływa na pogłębienie analizowanej barwą i podziałami przestrzeni.
Harmonia elementów kompozycji, podziały wewnętrzne, statystyczne ujęcie póz czynią przekaz jasnym i nadają mu równowagę tak w zakresie treści jak i formy.
Oddany w ten sposób świat jawi się jako utkany ze świetlistej materii złożonej z przestrzeni, której struktury to skomplikowana sieć relacji pomiędzy różnymi częściami istniejącej, obserwowanej całości. Taka artystyczna wizja obiektywnej rzeczywistości bliska jest nowoczesnych teoriom fizycznym, nic więc dziwnego, że artystka podejmuje również znacznie bardziej skomplikowany problem: przestrzeń w człowieku. Dotyczy ona nie tylko wewnętrznych stanów osobowości uwidaczniających się w sytuacji, w jakiej ukazana jest postać, ale także w jej jakby wibrującej, energetycznej materialności wyznaczającej podstawę istnienia.
Malowane przez Jolantę Johnsson pejzaże dopełniają sfery jej artystycznych poszukiwań. Charakteryzują się podobną techniką tworzenia, uproszczeniami, zdecydowanymi podziałami, syntetyzmem sugerującym rolę znaczących form, które bardziej lub mniej zdecydowanie zacierają granice pomiędzy realizmem, a abstrakcją.
Całość twórczości Jolanty Johnsson łączy trudną do uzyskania zintelektualizowana prostota, logiczny rygor uporządkowanej kompozycji, geometryzacja form i podziałów płaszczyzny, proporcjonalność, harmonia elementów i zestrojów kolorystycznych. Wibrujące barwy i światło, ich immanentny dynamizm uzyskany dzięki zastosowanej technice, kształtują jej własny, indywidualny styl artystyczny.

Maria Kępińska, Łódź, luty 2013

 

Opinia do przewodu doktorskiego w dziedzinie sztuk plastycznych, w dyscyplinie artystycznej sztuki piękne

Przygotowana przez artystkę praca doktorska to spójny tematycznie, treściowo i formalnie cykl kilkunastu obrazów olejnych na płótnie, noszący tytuł: Człowiek w przestrzeni czyli malarskie przedstawienia figury ludzkiej w różnych kontekstach przestrzennych jako wyraz trwania w samotności oraz procesów nawiązywania relacji z innymi. Znaczenie tego tytułu objaśnione jest w opisie pracy doktorskiej. Znajdziemy tam również wyczerpujące wyjaśnienie dotyczące inspiracji dla powstałego cyklu obrazów. Malowidła z tego cyklu to na poły abstrakcyjne przedstawienia postaci ludzkich – kobiet i mężczyzn – w różnych pozach, na ogół statycznych, zastygłych w bezruchu. Czasami występują one po dwie w jednorodnej przestrzeni płócien, czasem jest ich więcej, jedne nad drugimi, ich wielkośc i proporcje świadczą o tym, że znajdują się na jednym planie, co powoduje, że przestrzeń tych obrazów jest nierzeczywista i umowna, a samotne figurki ludzkie, odizolowane grubym konturem od siebie i od otoczenia, wydają się dryfować bezwładnie jak dziecięce, papierowe stateczki puszczane beztrosko w różnych kierunkach – po jednoplanowej płaszczyźnie obrazu. W niektórych płótnach autorka wprowadza arbitralne podziały geometryczne, które wzmocnione jeszcze kontrastującym kolorem podkreślają wzajemną obcośc obrazowanych postaci. Te, chociaż pozornie w jednej przestrzeni, oddzielone są niewidzialnymi dla siebie podziałami, być może ścianami „klatek” własnego ego. Uczestniczenie we wspólnocie jest tu paradoksalnie katatonicznym tkwieniem w niekończącej się, skutej lodem niemocy porozumienia, w bezradnej i bezgłośnie skowyczącej samotności.

prof. Marek Szymański

 

Pejzaże przypomniane – Składnica Sztuki

Najnowsza twórczość Jolanty Johnsson, zarówno ta malarska, jak i rysunkowa, balansuje na granicy pomiędzy abstrakcją a realizmem. Są to przedstawienia aluzyjne, będące metaforą krajobrazu. Tytuł wystawy, mówiący o pejzażach przypomnianych, wydaje się tu być szczególnie adekwatny, gdyż malarstwo Johnsson jest jak wydzieranie z pamięci. To zarysy konturów, dawno niewidzianych kształtów, wakacyjnych wspomnień. W niekonkretności tych zapisów narasta konkretność doznań i uczuć towarzyszących wspomnieniom, refleksyjność natury wyciągającej z pamięci notację miłych przeżyć, czasami tylko zapchów, smaków, bardzo ulotnych wrażeń, które nawet przypadkowo potrafią uruchomić mechanizm pamięci. Jolanta Johnsson odczuwa naturę w sposób bardzo zmysłowy i takim sposobem widzenia stara się podzielić z odbiorcą. jej malarstwo bogate jest w fakturę, budującą dodatkowo kompozycję przedstawienia i powodującą, że obrazy artystki oparte są na silnej konstrukcji. Konstrukcję tę widać także, mimo użycia zupełnie innego medium, w rysunkach, będących z jednej strony pierwszym, spontanicznym zapisem wrażeń, z drugiej jednak, dowodem na sposób malarskiego myślenia i kształtowania kompozycji. To one wskazują na równowagę inspiracji w twórczości Johnsson, równowagę pomiędzy czerpaniem z natury i kultury wizualnej – w tym przypadku wielkich mistrzów abstrakcji. Jolancie Johnsson towarzyszy aura tajemniczości. Budowana kolorem, nie ma w sobie nic demonicznego, to raczej finezyjna zagadkowość oparta na oszczędnej, wyważonej gamie barw. Budzi zaciekawienie i wciąga w malarską przestrzeń kompozycji, nie odstręczając niepotrzebną dynamiką, ale także nie nudząc zbyt oczywistymi zestawieniami. Melancholijne podróże światła, gorące nasycenie przedwieczornego pejzażu, bezwietrzna gęstość górskiego powietrza i muzyczność rysunków, kreślonych przez fale na nadmorskim piasku, bardziej są tematem tych kompozycji, niż jakieś konkretne wycinki natury. Choć tworczość Johnsson nie ma nic wspólnego z impresjonizmem, dobrze do niej pasuje słowo wrażeniowość. nie kryje się za nim szybkość notacji, a wystudiowane staranie i dbałość, o jak najcelniejsze oddanie postrzeganego przez artystkę wrażenia, wyniesionego z obcowania z przyrodą. Ta pełnia jest być może jedną z najbardziej charakterystycznych cech malarstwa Johnsson. Patrząc na jej obrazy, od pierwszego rzutu oka wiemy, że są kompletne, nic w nich nie brakuje, ale też nie zawierają elementow zbędnych, nie są przegadane, nazbyt ozdobne, przeładowane, przeciwnie – budują wyważoną przemyślaną i zamkniętą kompozycję.

Agnieszka Gniotek

 

Malarstwo – Galeria “Do trzech razy …sztuka”

Pejzaże Jolanty Johnsson tworzą łagodną aurę tajemniczości, będącej wynikiem intensywnego, zmysłowego odczuwania natury. Poszczególne kompozycje wyróżnia duża kultura malarska, widoczna poprzez zdyscyplinowaną kompozycję i oszczędne użycie koloru. Artystka patrzy na pejzaż i odkrywa tam dla siebie i dla nas widzów skarbnicę kolorów, światła, romantycznego uniesienia lub nutę melancholii. Patrząc na te obrazy odczuwamy niemal radość pracy nad płótnem. Ale odczuwamy przede wszystkim, że malarka która mierzy się z naturą szukając w niej wskazówek i ukojenia – nie przegrywa. Jej płótna zbudowane są z wielką starannością i rozmysłem. Zestawy błękitów, szarości, brązów to kolorystyczny klimat tych obrazów. Jednocześnie artystka prowadzi poszukiwania dotyczące samej materii malarskiej, zestawień powierzchni chropowatej i gładkiej, kształtów budowanych wyrazistym śladem rytmu narzędzia i delikatnie malowanych płaszczyzn obrazu. Pejzaż staje się dla niej miejscem poszukiwania przyjaznej atmosfery, skłaniającej do myślenia o otaczającym świecie poprzez pryzmat obrazu. Również pewien rodzaj tęsknoty za wszechobecną harmonią jest stale obecnym w jej twórczości dążeniem. Miałem okazję wcześniej śledzić twórcze dokonania Jolanty Johnsson i mogę powiedzieć, że autorka w swoich obrazach proponuje widzowi wspólne przeżycie, zachowując dla siebie prawo do swobodnej interpretacji podpatrzonej w naturze formy. Jej obrazy zasługują na to aby oglądać je z należytą uwagą gdyż są swojego rodzaju dokumentem profesjonalnej odpowiedzialności. Sugestywność obrazów Jolanty Johnsson sprawia że widz z przyjemnością zanurza się w liryczny świat dalekich horyzontów, odczuwa przyjemność dalekich podróży w wyobraźni.

Zbigniew Pindor 2003

Publikacje Jolanty Johnsson

 

Jak uczyć komunikacji wizualnej?

Zeszyty naukowe Uczelni Vistula 61(4) 2018 ISSN 2353-2688

 

Pytanie zawarte w tytule jest ważne i aktualne dla autorki, jest pretekstem do rozważań wokół tematu komunikacji wizualnej. Odpowiedzi może być wiele, trudno je przedstawić w krótkim artykule. Jednak warto spróbować chociaż częściowo odpowiedzieć na to pytanie.

Komunikacja jest zjawiskiem tak starym jak ludzkość. Przybierała różne formy zależne od struktur społecznych danego okresu jak również od poziomu technologicznego środków przekazu.

Wynalazek alfabetu, wynalazek druku – to jedne z kamieni milowych w procesie rozwoju technologii komunikacji.

Te zjawiska stały się przedmiotem refleksji i badań naukowych gdyż ich znaczenie nie polega tylko na funkcji nośnika informacji. Nikt nie ma wątpliwości ze rozwój technologii w dziedzinie komunikacji ma wpływ a nawet decyduje o zachowaniach jednostek i także całych społeczeństw. W rezultacie pojawiają się pytania o kontrolę używanych narzędzi.

Przejawy lęków i nadziei związanych z technologią szczególnie wyraźnie zaznaczają się we współczesnej kulturze popularnej, w której do głosu dochodzą różnorodne formy technofobii bądź technoutopii. [E.Davis, TechGnoza.Mit, magia+mistycyzm w wieku informacji, przeł. J. Kierul, Poznań 2002, s.9-18, cyt. w Marcin Trybulec, Media i Poznanie, Kraków 2015]

Gwałtowny rozwój technologii w drugiej połowie 20. wieku trwający nieprzerwanie do dziś skomplikował proces komunikacji. Wzbogacił o możliwości wyboru środków, z drugiej strony powstała ich taka wielość i różnorodność, że pojawiła się potrzeba ujęcia w ramy analizy naukowej zjawiska jakim jest współczesna komunikacja.

Nauka o komunikowaniu – komunikologia – jest jedną z młodszych dziedzin nauk społecznych. Jest nauką nieuporządkowaną, pełną teorii i badań przeprowadzanych różnymi metodami. Ta sytuacja jest zrozumiała zważywszy dynamikę zmian jakie zachodzą w sferze technologicznej. Jednocześnie wyraźny i widoczny wpływ komunikacji realizowanej w tak zmiennym środowisku na relacje pomiędzy podmiotami komunikującymi się stwarza potrzebę zrozumienia zjawiska, a zarazem możliwości przewidywania skutków.

Nie bez przyczyny komunikologię zaliczamy do nauk społecznych. Komunikacja jako akt interaktywny oddziałuje w dwie strony: społeczeństwo i jego kulturę, a jednocześnie na formę własnej technologii.

Człowiek już na bardzo wczesnym etapie rozwoju cywilizacji jakie tworzył sięgnął po środki techniczne które wspomagały zmysły – pierwotne i naturalne wyposażenie człowieka w komunikacji. Człowiek nigdy nie mógł funkcjonować niezależnie od swojego technokulturowego środowiska. Intelektualny zasób wiedzy i myśli przekazywany w procesie komunikacji wymagał technologii. Można powiedzieć że technologia jest intelektualnie niezbędna do rozwoju.

Rola sztuki w komunikacji

Odejdźmy na chwilę od spraw technologii i przyjrzyjmy się komunikowanym treściom. Ponieważ ponownie wkraczamy w obszar o ogromnym zasięgu, autorka zawęzi swoją uwagę do przekazów wizualnych. Przyjrzyjmy roli jaką sztuka odgrywa w komunikacji.

Sztuka w wielogłosie swoich rodzajów zwraca się do słuchaczy, widzów, czytelników wiążąc w swoim przekazie przeszłość z teraźniejszością. Jednocześnie dzieła sztuki przeczytane, wysłuchane, obejrzane stają się źródłem konfrontacji, nowych doświadczeń, myśli i ocen wartościujących. Dzieło sztuki jest realnym wydarzeniem które stwarza niewidzialną nić wiążącą je z odbiorcą. Współczesne dzieła sztuki w przeważającej większości przypadków powstają same dla siebie. Są wytworem działania „sztuka dla sztuki” – przestrzeni wolności zdobytej przez artystów w procesie trudnej i wieloetapowej walki. Można więc przyjąć że wiele dzieł nie służy państwu, biznesowi czy rynkowi. Odbiorca skonfrontowany z takimi „wolnymi” dziełami wkracza w obszar nowego dlań języka. W przypadku sztuk wizualnych – języka przede wszystkim formy, jak również koloru, ruchu, światła itp. To spotkanie wyzwala myśli i oceny, powstają opinie wytłumaczenia wrażeń zarówno pozytywnych jak i negatywnych.

Współczesna sztuka wizualna jest w powszechnym odbiorze w najlepszym wypadku „niezrozumiała”, a w większości przypadków negatywnie odbierana przez „przeciętnego widza”. Jej język nie powtarza znanych znaków nie stosuje chwytów i przedstawień opisanych i wytłumaczonych w publikacjach z historii sztuki, czy popularnych mediach.

Sztuka otwiera nowe możliwości przeżyć, zaprasza widza w podróż w nieznane, otwiera okno na nowy świat. Takie prawo otrzymali artyści w procesie rozwoju naszej cywilizacji. Nie dość że je mają, to prawo do swobodnej wypowiedzi stało się uznanym niezbywalnym prawem zawartym w państwowych konstytucjach. Bez pojedynczych obywateli, którzy w literaturze, obrazie, muzyce innej formie artystycznej mają możliwość wypowiedzi, prawa człowieka, respekt wobec innego, a więc otwarte demokratyczne społeczeństwo byłoby zagrożone.

Sztuki nie można określić jedynie jako „wyrażanie”. Wiele dzieł sztuki nie powstałoby gdyby artysta nie posiadał pewnej wiedzy i praktycznych umiejętności. Odbiorca powinien również coś wiedzieć. Zakresy wiedzy artysty i odbiorcy nie muszą się pokrywać. Wtedy konfrontacja ma szansę stać się owocnym aktem wzbogacających doznań.

Bez sztuki nie mielibyśmy szans spenetrowania pewnych obszarów naszej jaźni. Sztuki wizualne oddziałują tam, dokąd nie dociera słowo. A jednocześnie sztuki wizualne pobudzają do reakcji wyrażanych w mowie czy w piśmie. Próbujemy zrozumieć, stawiamy pytania, definiujemy opinie w odniesieniu do zobaczonych dzieł.

Niektórzy artyści pragną prawdopodobnie rzucić wyzwanie współczesności w sposobie ekspozycji i wykonania dzieła, zmusić publiczność do patrzenia, słuchania, przeżycia i wartościowania. Artyści współtworzą postęp. Bez komunikacji i bez postępu język się kurczy, dotyczy to wszystkich języków, również języka sztuki.Madeleine Hjort, Znaczenie Sztuki (Konstens betydese), Sztokholm, 2017]

 

Technologia w komunikacji

Zdjęcie cyfrowe jest szczególnym obrazem. Powstaje szybko, może też być równie szybko wyrzucone z urządzenia którym zostało zarejestrowane. To porcja informacji zapisanej w bitach, niewidoczna dopóki nie zostanie wyświetlona na ekranie lub wydrukowana. Większość zdjęć nie zostanie obejrzana, ani wydrukowana. Przechowywane są na dyskach i żyją tam do ostatecznej awarii komputera. Rejestrowanie rzeczywistości w obrazach cyfrowych stało się niewyobrażalnie łatwe i powszechnie dostępne. Producenci sprzętu ścigają się w osiąganiu coraz to lepszej jakości obrazu. Ten stan rzeczy osiągnięty w przeciągu zaledwie kilkudziesięciu lat radykalnie zmienił przestrzeń komunikacji.

Pierwsza uwaga która się nasuwa – to stwierdzenie że możliwości przekazu znacznie się poszerzyły. Podobnie jak dzieło sztuki które przekazuje treść trudną do wyrażenia słowami tak zdjęcie znakomicie dopełnia słowo. Fotografowanie staje się aktem twórczym poprzez wybór miejsca, kadru, sposobu ujęcia. Również przypadkowe i nie zaplanowane efekty mogą stać się dodatkowym elementem informacji. Standardową niemal czynnością stał się wybór spośród dziesiątków, setek a czasami nawet tysięcy zdjęć. Ilość wykonywanych fotografii przytłacza nieraz samego ich autora. Na szczęście rozwój techniki rejestracji idzie w parze z rozwojem technik oglądania. Jest wiele aplikacji oferujących zaawansowane narzędzia sortowania zdjęć, zapisywania ich pod odpowiednią nazwą, układania w grupy rankingowe. Oglądanie i wyszukiwanie odpowiednich zdjęć stało się aktem, w którym są obecne sprzeczne uczucia – podniecenie, napięcie, zniecierpliwienie, nuda, zniechęcenie. W pozytywnym przypadku kończy się znalezieniem „tego odpowiedniego zdjęcia”, w mniej pozytywnym – kompromisie, zgoda na obraz który nie spełnia kryteriów. Definicja kryteriów często jest niejasna. Autor zdjęć kieruje się odruchami intuicyjnymi. Instynktownie poszukuje zdjęć „mocnych” lub „udanych”, cokolwiek to oznacza. Ten krótki opis typowych sytuacji przeciętnego fotografa-amatora pokazuje sytuację, w której możliwości technologii przytłaczają jej użytkownika i nasuwają pytanie o kontrolę używanych narzędzi.

Pojawiło się pojęcie determinizmu technologicznego – wzajemnego uzależnienia kultury i techniki. Związek ten jest oczywisty, wzbogacający. Jednak w epoce przyspieszenia w jakiej żyjemy nie da się nie zauważyć że twórcy technologii tracą kontrolę nad jej skutkami, staje się ona być bytem w pewnym sensie niezależnym od założonych celów.

Internet powstał na potrzeby komunikacji pomiędzy uniwersytetami. Smartfon – urządzenie łączące funkcję telefonu i komputera osobistego – miało być narzędziem efektywizującym i wzmacniającym możliwości poznawcze. Szeroki dostęp do wynalazków miał zmniejszyć różnice społeczne, wyrównać szanse w edukacji. Wiemy że rzeczywistość odbiegła daleko od tych założeń, dzisiaj wydających się już naiwnymi.

Odwołajmy się do naturalnych cech człowieka – dążenie do omijania przeszkód, unikanie wysiłku, wygoda, dążenie do przyjemności. Co ciekawe, człowiek jest gotowy mocno się napracować by zapewnić sobie możliwości łatwych osiągnięć. Technologia obrazu cyfrowego odpowiedziała na te potrzeby w wieloraki sposób. „Zdemokratyzowała” fotografię. Wyrównała szanse. Dziś każdy bez większego wysiłku może stać się fotografem. Jakość zdjęć zapewniają urządzenia. Wprawdzie urządzenie jest efektem wysiłku wielu twórczych umysłów, jednak użytkownik nie zaprząta sobie tym głowy. Powstają zdjęcia na masową skalę, jesteśmy nimi dosłownie zarzucani. W naszym świecie odbywa się nieustanna gra dążeń i interesów. Fotografie niosą przekazy w interesie danej grupy społecznej. Dodatkowo efekty specjalne umożliwiają kreację wyimaginowanych rzeczywistości, które również mogą być wymyślane w określonym celu. Obrazom towarzyszą przekazy słowne – powstaje przestrzeń komunikatów wizualnych.

Zdawałoby się że zbliżamy się do idealnej sytuacji równych szans w wolności wypowiedzi i pełnej władzy nad obrazem – sytuacji permanentnej komunikacji wizualnej.

Czy obecności w tej grze należy się nauczyć? Czy potrzebne są do tego jakieś specjalne umiejętności?

 

Nauka komunikacji

Zacznijmy od odpowiedzi na poziomie narzędzi. Posługiwanie się urządzeniami do rejestrowania obrazu, aplikacjami do ich zapisywania i przetwarzania wymaga pewnych umiejętności. Ich producenci pracują nieustannie nad uproszczeniem ich obsługi, wzbogaceniem o kolejne możliwości. W efekcie narzędzia współdziałają z intuicją przeciętnego użytkownika, zwalniają w pewnym zakresie z wysiłku nauki.

W wielu przypadkach autorka mogła stwierdzić że nauka posługiwania się aplikacjami graficznymi na podstawowym poziomie sprawnie przebiega w grupach o zróżnicowanym stopniu zainteresowania obrazem. Nawet osoby z założenia „nie zainteresowane” grafiką po dwóch, czterech godzinach nauki nabywają umiejętności kreacji obrazu, co daje im wyraźną satysfakcję. Jednak to pozytywne uczucie nie zawsze wzbudza chęć dalszej nauki. Aplikacja graficzna – złożone dzieło wyobraźni jej twórców nie zachęca ucznia do zgłębienia jej możliwości. W większości przypadków student zadawala się podstawowymi umiejętnościami, które chwilowo pobudzają jego zainteresowanie. Kontakt z narzędziem staje się powierzchowny, ulotny. Świadomość wkroczenia w nowy obszar kreacji jest na tyle słaba, że fotografia nie staje się elementem własnego języka przekazu.

W zakresie przetwarzania i przesyłania myśli w słowach – komplementarnego do obrazu elementu – sytuacja bywa podobna.

Te praktyczne doświadczenia nasuwają wnioski że sama obecność przystępnych technologii i obfitość obrazów nie pobudzają do komunikacji na głębszym poziomie.

Powszechnie przyjęta opinia o technologicznym przekształceniu świadomości współczesnego człowieka poprzez środki przekazu potwierdza obserwacje autorki.

Wystarczy zaobserwować pasażerów dowolnego środka komunikacji publicznej. Większość z nich zajęta jest swoimi smartfonami. Te małe urządzenia dostarczają nieustający strumień treści i obrazów, zaprzątają myśli i wyobraźnię. Zapewniają różnorodność informacji i rozpraszają sytuację niewłaściwie nazwaną nudą, kiedy fantazja bezczynnego człowieka mogłaby poszybować w nieznane rejony, a refleksja doprowadziła do sformułowania nieoczekiwanych myśli. Tego rodzaju doświadczenia są coraz rzadsze, szczególnie wśród osób wyrosłych w erze internetu. Młodzi ludzie pozornie nieustannie zajęci, efektywni w wykonywaniu jednocześnie wielu czynności, zapracowani, często są nieporadni w komunikacji.

Należy uznać że dostępność atrakcyjnych środków komunikacji nie wzbudza chęci ich użycia. Pomimo, że jak wcześniej wspomniano – człowiek chętnie sięga po łatwe rozwiązania.

Wspomnijmy o drugim – niemniej ważnym elemencie komunikatu wizualnego – myśli wyrażonej w słowie, czy elemencie obrazu. Nie może powstać bez wysiłku intelektualnego, koncentracji, stawiania pytań i szukania nań odpowiedzi. Myślenie jest aktem autonomicznym, niezależnym od wybranego środka wyrazu. Niezbędna jest też pewna wiedza, chociażby o tym jak zdobyć wiedzę do stworzenia komunikatu na dany temat. Nauczyciel jest konfrontowany z różnym poziomem wiedzy ogólnej nabytej w poprzednich etapach edukacji, spotyka się z sytuacjami kiedy np. przekazanie informacji o sobie samym, zdawałoby się zadanie dla każdego, nastręcza wiele trudności. Studenci mają świadomość że autoprezentacja powinna mieć atrakcyjną formę i treść, być konkurencyjna do tych obrazków jakie migają im na przesuwanym palcami ekranie, a więc powinna być wymyślona, wykreowana, zaskakująca. Automatycznie eliminują możliwość przekazania osobistych treści, przekazów z własnego życia, prostych wydarzeń wartych wspomnienia, w kontekście opowieści o sobie. Nie postrzegają tych informacji jako środka niepowtarzalnego, osobistego przekazu. Tak rozumiana unikalność przegrywa z banalnym ekshibicjonizmem przysłowiowych „fotek” z wakacji czy innych wydarzeń.

Powróćmy do pytania zadanego w tytule artykułu. Autorka skłania się do stwierdzenia że połową sukcesu w nauczaniu komunikacji wizualnej jest konfrontacja ze sztuką wizualną, grupą i dobrze zdefiniowanym zadaniem. Gdy temat zadania dotyczy bezpośrednio studenta – pojawia się możliwość zróżnicowanych treści i sposobów odpowiedzi na zadanie.

Na wydziale komunikacji w wyższej szkole artystycznej, Weißeinseekunsthochschule w Berlinie, gdzie autorka miała możliwość być obecna przy egzaminach semestralnych, studenci prezentowali odpowiedź na zadanie „Ojczyzna” (Heimat). W odpowiedzi na zadanie powstały prace w formie zestawu fotografii, filmu video, prezentacji interaktywnych w aplikacjach prototypowych i stron internetowych. Studenci prezentowali prace przez rzutnik, lub w formie wystawy wydruków. Poziom i złożoność prac zależała od umiejętności i biegłości w posługiwaniu się wybranym medium. Zauważalna była duża rozpiętość w doborze środków jak i złożoności prezentacji. Osoba bardziej biegła technicznie prezentowała ciekawszą pracę. To jakby oczywiste.

Ale na przekór temu stwierdzeniu warto opowiedzieć o studentce z Serbii która przyniosła zestaw zdjęć oprawionych w ramki. Przedstawiały osoby sfotografowane w statycznych pozach na tle wyłożonej kafelkami ściany w metrze berlińskim. Były to zwyczajne fotografie zwyczajnych ludzi. Z uwagą słuchałam uzasadnienia takiej formy odpowiedzi na zadanie „ojczyzna”. Studentka odbyła wiele podróży, studiowała w kilku miejscach. Berlin był dla niej kolejnym miejscem pobytu. Zauważyła, że często przebywała w stanie oczekiwania. Przyzwyczaiła się do tego i uznała że czekanie jest dla niej domem-ojczyzną. Aby go wyrazić, posłużyła się fotografiami ludzi czekających w metrze. Studentka zidentyfikowała się z ich oczekiwaniem. Aby sfotografować wybrane osoby musiała do nich podejść, wytłumaczyć powód swojej prośby, zatrzymać ich na chwilę. Każdej osobie wykonała 10 zdjęć, trwało to około 2 minut. Powstały upozowane zdjęcia, powiedzielibyśmy – nic szczególnego.

Autorka chce podkreślić działania związane z realizacją zadania: wyjście na ulicę, do metra, konfrontacji z przypadkowymi przechodniami, przełamywanie ich nieufności. Osiągnięciem było uzyskanie zgody na utrwalenie ich wizerunku, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę międzynarodowy charakter Berlina i ogólnie wysoki poziom wiedzy o działaniu mediów, co skutkuje najczęściej unikaniem osoby z aparatem fotograficznym.

Interesująca była dyskusja po prezentacji. Zauważono sztywność sylwetek i powtarzalność kompozycji zdjęć. Jednak większość wypowiedzi dotyczyła koncepcji całej pracy w kontekście poprzednich prac studentki. Aktywna praca na ulicy była w jej przypadku dużym skokiem w rozwoju artystycznym. Zostały zauważone działania nie związane bezpośrednio z kształtowaniem obrazu. Obraz powstał „przy okazji”. Na tym etapie ważniejsza była myśl i koncepcja działania, doceniono obszerną wypowiedź studentki, która w ciekawy sposób opowiedziała jak doszła do definicji ojczyzna-oczekiwanie.

Warto podkreślić unikalność prezentacji ze względu na osobistą formę przekazu. Tylko w tej formie można przekazać coś prawdziwego od siebie.

 W Weißeinseekunsthochschule w Berlinie autorka mogła obserwować grupę studentów pochodzących z różnych stron świata, zebranych w procesie ostrej selekcji. W rezultacie powstała grupa prezentująca różnorodne prace, będące z pewnością źródłem wzajemnej inspiracji. W tym momencie spełnia się sens bycia w grupie, oczywiście najlepiej grupie prowadzonej przez dobrego nauczyciela.

Nauka to proces bez końca. Prace semestralne, dyplomowe są pracami okresowymi. Na każdym z tych etapów prezentacji wizualnej towarzyszy słowo. Student powinien posiąść umiejętność objaśnienia swojego zamysłu, uzasadnienia wybranych środków i sposobu ich użycia w komunikacie. Gdy przekaz słowny jest rozwijany równie intensywnie jak przekaz wizualny, jest szansa na wykształcenie indywidualnego języka komunikacji wizualnej. Ta umiejętność ma ogromne znaczenie – pozwala dotrzeć do drugiego człowieka, daje szansę na spotkanie innego, przekazania mu ważnych treści. A więc czy komunikacja wizualna mogłaby przyczynić się do załagodzenia, a może nawet rozwiązania niektórych z problemów jakie nękają nasz świat?

Odpowiedź na to pytanie nie zmieści się w tym miejscu, podobnie jak pytanie zawarte w tytule artykułu.

dr Jolanta Johnsson

 

Bibliografia

Marcin Trybulec, Media i Poznanie, Kraków 2015

Madeleine Hjort, Znaczenie Sztuki (Konstens betydese),Sztokholm, 2017

Paul Klee, Szkicownik pedagogiczny (Pädagogisches Skizzenbuch), Berlin 1997

Anette Siemens (red.), Michał Grech (red.), Badanie i projektowanie komunikacji 4, Wrocław 2015

 

Netografia

http://www.kh-berlin.de/studium/fachgebiete/bama-visuelle-kommunikation/visuelle-kommunikation-projekte.html

http://www.actournai.be/atelier/publicite

Czy instalacja może być przydatna w nauczaniu artystycznym?

Kwartalnik Naukowy Uczelni Vistula, 2017 / 4(54) / 82-93

 

Streszczenie

W artykule opisano wybrane wydarzenia z historii sztuki, które doprowadziły artystów do instalacji jako środka wyrazu artystycznego. W odpowiedzi na postawione w tytule pytanie przytoczono obserwacje, które autorka poczyniła podczas wizyty w ramach programu Erasmus, w Akademii Sztuk Pięknych w Tournai. Uzasadniano celowość wykonywania instalacji podczas programu nauczania. Nawiązano do pierwotnych źródeł tworzenia sztuki, które pozostają niezmienne, bez względu na użyte środki. Instalacja jest szeroko stosowanym przez współczesnych artystów sposobem wypowiedzi. Istnieje w realnej przestrzeni, co jest niezwykle ważne w zdominowanej przez Internet rzeczywistości.

 

Dada – wstęp do awangardy

Na początku XX wieku pojawił się ruch artystyczno-literacki zwany dadaizmem (dada). W Zurichu powstał kabaret Voltaire, założony przez Hugo Balla i Emmy Hennings. Do grupy dołączyli artyści z wielu krajów Europy. Powstała międzynarodowa mieszanka twórczych indywidualności działająca w neutralnej Szwajcarii, podczas gdy wokół w Europie szalała I wojna światowa, a ludzkość uczyła się takich pojęć jak „masowe mordy”, czy „ludobójstwo” , co dało początek nowym zjawiskom w sztuce, które skierowały myśli i zamierzenia artystów na całkiem nowe obszary.

Mimo że w tworzeniu ruchu dada uczestniczyli artyści z wielu krajów, należy podkreślić że w pierwszej grupie kabaretu Voltaire dominowali Rumuni – bracia Janco – Marcel, Iules, Ion Vinea, Arthur Segal, Tristan Tzara. Podstawowymi hasłami dada były dowolność wyrazu artystycznego, zerwanie z wszelką tradycją i swoboda twórcza odrzucająca istniejące kanony. Po raz kolejny w sztuce (podobnymi motywami kierowali się impresjoniści, naturaliści i in.) pojawiła się chęć podważenia obowiązujących norm, szokowania, zakłócenia pewności powszechnie uznanych wartości. Dadaistów od zbuntowanych impresjonistów czy ekspresjonistów odróżnia zasięg ich protestu. Dadaiściwkroczyli w kilka dziedzin sztuki na raz. Nie tylko w sztuki wizualne, lecz również w język prozy i poezji, w teatr i muzykę. Tom Sandqvist(1) w swojej znakomitej książce pt. Dada Öst, opisał znaczenie czynnika rumuńskiego w procesie powstania i kształtowania się ruchu dada. Analizując ten czy inny przewrót w sztuce zadajemy sobie pytanie o przyczyny. Sztuka powstaje w kontekście społeczno-historycznym. Zawsze można wskazać na splot zdarzeń, których wzajemne oddziaływanie doprowadza do eksplozji myśli i aktywności ludzkiej. Jednak istnieją głębsze pokłady z których czerpie kultura – sztuka ludowa. Tam, gdzie człowiek żyje najbliżej natury, gdzie musi się z nią zmagać, by przeżyć. Ale gdzie również natura w bezpośrednim kontakcie obdarowuje człowieka tym, co posiada.

Marcel Janco potwierdza, że on i Tristan Tzara przeprowadzili rewoltę, której charakter wynikał z socjalnego i kulturalnego klimatu, jaki panował w Rumunii, jej nastroju, pełnego zjadliwego humoru, przenikniętego poczuciem absurdu, tego co można było również wynieść z niektórych ludowych opowieści, jak również z naiwnego malarstwa ludowego (Sanqvist 2005, s. 230).

Dimitru Draghicescu(2) pisał w 1917 roku, że „bogata i niezwykła inteligencja rumuńska”, przeniknięta rzymskim pragmatyzmem spowodowała że Rumuni mają specjalną skłonność do satyry, a jednocześnie w naturalny sposób posługują się szyderstwem, drwiną czy urządzaniem pośmiewiska. W efekcie w Rumunii powstała obszerna literatura satyryczna; ironiczne anegdoty, opowiadania, epigramy i dowcipy” (Sanqvist 2005, s. 230).

Ironia jest wyrazem potrzeby podważania wartości. Stawiania znaków zapytania przy ustalonych prawdach. Satyra wyśmiewa nadmierną pewność poglądów i przekonania o trwałości rzeczy. W anegdocie człowiek przypomina sobie, że żyje w płynnej rzeczywistości i nie może być niczego pewien. Czy da się żyć w takiej niepewności? Czy rumuński lub jakikolwiek inny chłop pracujący w znoju na roli, zabiegający o wykarmienie rodziny, głodującej nierzadko na przednówku, mógł wytrzymać presję świadomości niepewnego dnia? Odpowiedź jest oczywista. Życie „ludu” regulowane tradycjami i prawami natury przebiegało w ramach ustalonych zasad społeczno-ekonomicznych danej epoki. Chłop zmagał się, by ujarzmić przyrodę i uczynić sobie poddaną, obserwował cykle narodzin i śmierci, sam im też podlegał. „Chłopski rozum” podpowiada rozumienie świata tak, jak nakazują tradycje, przyjęte zwyczaje i sprawdzone zasady .

Jednak nawet rozumując w ten sposób człowiek z „ludu” miał chęć zajrzeć „pod podszewkę świata”, obejrzeć z wielu stron to, co widział zwykle z jednej strony, opisać i opowiedzieć rzeczy istniejące poza światem odbieranym przez zmysły i uznanym „obiektywnie” za realny. Idąc tropem wątku badawczego Toma Sandqvista można zgodzić się z twierdzeniem, że „pierwotne” przejawy twórczości człowieka wyrażone w sztuce ludowej czerpią z tego samego źródła jak każda inna sztuka. Przewrotność i szyderstwo dadaistów dotyka istotnej potrzeby ludzkiej zrozumienia i opisania świata. Odnoszą się nawet do religii. Wyrażają to niekiedy w bezczelny i uzurpatorski sposób. Warto przytoczyć kilka wypowiedzi:
– Kurt Schwitters: „Jezus Chrystus był pierwszym dadaistą.” „Tam gdzie pojawi się dada, tam chorzy zdrowieją, tańczą i śpiewają.”
– Francis Picabia: „Dada wie wszystko: święta Dziewica Maryja była dadaistką”.
– Richard Huelsenbeck: „Dada gwarantuje życie wieczne. Postaw na Dada”.

Tristan Tzara w swoim słynnym manifeście z 1918 roku deklarował nienawiść do zdrowego rozsądku i ogłosił, że nie będzie się z tego tłumaczył, gdyż czuje odrazę do „gładkiego obiektywizmu” (Sanqvist 2005, s. 17).

Dadaiści chcieli przewrotu w sztuce, zaniechania i zniszczenia tego, co było przed nimi. Chcieli stworzyć nie tyle anty-sztukę, co a-sztukę, coś zupełnie nowego. Wywołali dyskusję o granicy i definicji sztuki. Nie uniknęli paradoksu: niszczyli sztukę językiem sztuki. Spuścizna dadaistów to materialne obiekty – dzieła plastyczne, rzeźbiarskie, literackie i muzyczne. Stały się istotną częścią dorobku cywilizacyjnego. Są skatalogowane i przechowywane w muzeach, instytucjach, których zniszczenie postulowali autorzy tych dzieł.

Dadaiści w swojej twórczości używali środków wyrazu nie uznawanych w ich czasie za tworzywo artystyczne. Wszelka materia, nawet odpady mogły być użyte, artysta czerpał bez żadnych ograniczeń z tego, co znalazł i uznał za przydatne. Kurt Schwitters przez wiele lat budował dzieło swojego życia, wielką kolumnę – Merzbau z licznych fragmentów ze swojego otoczenia, śmieci i odpadków. Ten ekstrawagancki z pozoru pomysł miał głębokie intelektualne uzasadnienie. Artysta anektował całą rzeczywistość wraz z jej biednymi i ubogimi przejawami – w sztukę. Sztukę rozumianą totalnie. Udowodnił to też swoim całym życiem i twórczością. Duchamp wystawiając gotowe przedmioty użytku codziennego, wytworzone seryjnie w procesie produkcji przemysłowej zadeklarował, że sam proces myślowy i koncepcyjny jaki przebiega w umyśle artysty jest już dziełem sztuki. Duchamp zaproponował sztukę jako swobodne działanie ścisłego i otwartego na przygodę umysłu. Wszystko stało się sztuką.

 

Instalacja

Dzieła określone nazwą „instalacja” zagościły na dobre w sztuce w latach 70. XX wieku. Ta forma realizacji zamierzenia twórczego wynika bezpośrednio z dorobku m.in. dadaistów. Artyści weszli w przestrzeń. Nie po to, by uprawiać trudną sztukę rzeźby, dziedziny która od zawsze funkcjonowała w trójwymiarze. Przestrzeń instalacji zbudowana przez artystę jest najczęściej dopasowana do konkretnego miejsca wybranego przez autora. To jakby rodzaj tymczasowej pracowni, w której można rozmieścić wiele przedmiotów, gotowych lub wykonanych dla celu instalacji. Instalację może tworzyć również jeden konkretny element.

Sięgając po tak szeroko rozumiane tworzywo artystyczne pole swobody aktu twórczego staje się niczym nieograniczone. Chyba li tylko granicami wyobraźni artysty. Można by zawołać: „wolność zwyciężyła!”. Jednak w sztuce, tak jak w życiu (o czy wiedzą również rumuńscy artyści ludowi), wszystko ma swoją drugą stronę, każdą wartość można skonfrontować z jej przeciwieństwem. Nie bez przyczyny Jean Baudrillard (2001, s. 190–191) w eseju pt. Fatal Strategies napisał:
„Nic nie było bardziej efektywne w ogłupieniu «kreatywnej» sztuki, pokazaniu jej w świetle jej czystej i pustej formie, jak szokująca decyzja Duchampa wystawienia w galerii stojaka na butelki … Sztuka dzisiaj praktykuje jedynie magię zanikania”.

Wejście w obszar wolności totalnej w sztuce niesie sporo niewiadomych. Dotyczą nie tylko obszaru sztuki, odnoszą się do kondycji człowieka jako istoty twórczej. Ich rozpoznaniem i analizą zajmuje się filozofia. Warto zacytować polskiego filozofa Władysława Tatarkiewicza (1988, s. 52):
„Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać”.

Można być prawie pewnym, że większość artystów pragnie wywołać u widza mocną reakcję, chce, by dzieło zapadło w pamięć wielu odbiorców. Jedną z praktycznych korzyści takiej sytuacji jest bycie artystą rozpoznawalnym. Autorka nie zna artysty, który nie chciałby nim być.

Szeroka gama środków wyrazu dostępnych i dozwolonych w dzisiejszej sztuce tworzy sytuację niepewności, mnożą się dylematy co do treści i sposobu uprawianej sztuki. Dodatkowo współczesna sztuka produkowana w swej ogromnej masie i różnorodności mami łatwymi sztuczkami, zaprasza do kuglarstwa, podsuwa przykłady łatwych sukcesów. Artyści coraz częściej osiągają mocne wzruszenia lub wstrząsy u odbiorców posługując się skandalem, przekraczają kolejne granice norm estetycznych czy moralnych. Dotyczy to jednak pewnej grupy artystów, o których informują nagłówki gazet czy innych mediów.

Większość artystów tworzy na swoim własnym, ograniczonym poletku. Granice tego obszaru wyznaczają osobowość, doświadczenie i uwarunkowania życiowe artysty, jak również materialne otoczenie. Dlatego ten „ograniczony” artysta, nawet w przypadku, gdy wybierze instalację jako sposób uprawiania sztuki, sięgnie po rzeczy ze swojego otoczenia, z tego co poznał i nazwał w swoim życiu. Gdy pojawi się pomysł zrobienia rzeczy niezwykłych, wykraczających poza zapoznany obszar, sposób realizacji instalacji będzie zależeć również od cech osobowości artysty. Na przykład bułgarski artysta Christo dokonał niezwykłych realizacji – opakowywał ogromne obiekty: budynki publiczne, mosty, wieże, galerie sztuki. Powielał pomysł na coraz to nowych obiektach. Istotną częścią dzieła była zdolność organizacyjna artysty i jego żony, Jeanne-Claude, z którą działał w tandemie i bez której nie byłby tym sławnym Christo. Większą częścią każdego dzieła Christo była praca organizacyjna: pisanie podań, załatwianie pozwoleń, uzgodnienia z inżynierami.

Instalacja przy całej swobodzie jej realizowania zawsze będzie wyrazem jej autora. Nawet gdy będzie pustą i jałową składanką przypadkowych rzeczy (niestety, na wielu wystawach można takie zobaczyć), którą odbiorca minie obojętnie – zaświadczy wtedy o zagubieniu i nieporadności artystycznej jej autora w posługiwaniu się językiem wizualnych przekazów.

 

Instalacja w programie nauczania w szkole artystycznej

W Stanach Zjednoczonych w latach 70. XX wieku instalacje stały się częścią programu edukacyjnego w większości szkół artystycznych. Jednocześnie rezygnowano z tradycyjnego nauczania rysunku i malarstwa. Rysowanie z natury, cierpliwa obserwacja, poszukiwanie odpowiedniej kreski czy gestu malarskiego nie były już drogą do celu, jakim jest wykształcenie do uprawiania profesji artysty.

W maju 2017 roku autorka miała okazję odwiedzić piękne, stare miasto Tournai. W ramach programu Erasmus odwiedziła Akademię Sztuk Pięknych i nawiązała kontakty między uczelnią Vistula a Akademią w Tournai.

Pierwszego dnia pobytu, rano, prof. Thomas Bourcard, zaproponował, by pójść na poranną kawę do emerytowanego profesora akademii, malarza, Christiana Rolet. Christian mieszka w starej kamienicy w centrum Tournai. Na pierwszym poziomie znajduje się ogromna pracownia, a piętro wyżej mieszkanie na poddaszu. We wnętrzach, poza obrazami Christiana, znajdowało się mnóstwo dziwnych przedmiotów świadczących o guście i poczuciu humoru ich właściciela. Wśród nich uwagę przyciągała sporych rozmiarów figura gipsowa – była to kopia Umierającego jeńca Michała Anioła. Uprzednio rzeźba była używana w pracowni rysunku w Akademii.

Christian, mimo że jest na emeryturze i nie naucza już w szkole, robił wrażenie szczęśliwego artysty, który, jak sam powiedział: „dopiero teraz może oddać się swojej pasji malowania na całego”. Obrazy, które można było zobaczyć urzekały kolorem, głębią i materią malarską.

Podczas wizyty w szkole nie można było zobaczyć typowej pracowni malarskiej – tak jak zwykle wygląda – krąg sztalug, miejsce ekspozycji martwej natury czy podium dla modela. W Tournai zaniechano tego sposobu nauczania. Pracownia malarska w tej szkole to ogromne pomieszczenie (szkoła mieści się w obszernym, poszpitalnym budynku) podzielona ściankami działowymi na półotwarte przestrzenie. Powstałymi w ten sposób modułami przestrzennymi dysponują studenci. Każdy z nich ma swój kąt do pracy ze stołem, krzesłem, półkami i ścianami. Wędrując przez te moduły można dostrzec ogromną różnorodność przedmiotów obecnych w każdym kącie. Przy czym wygląd i charakter obiektów zebranych przez danego studenta różnił się od zbiorów sąsiednich studentów. Dlatego można było zgadnąć, jaką tematyką zajmuje się dany student. Celem ich pracy jest autorska instalacja prezentowana na wystawie na koniec roku akademickiego. Widząc tą ogromną różnorodność przedmiotów, śmieci, kawałków, odpadków, nasuwało się pytanie – co studenci z tego zrobią?

 

Autoprezentacja

Judy Chicago, amerykańska artystka, nauczyciel akademicki z wieloletnim doświadczeniem, zawsze rozpoczyna swoje kursy od prezentacji. Przed rozpoczęciem pracy nad instalacjami, każdy ze studentów pokazuje swoje prace, opowiada o sobie i o swoich zamierzeniach artystycznych. Podczas tego procesu studenci definiują swoje zainteresowania i niepokoje, co z kolei pomaga im nazwać problemy, którymi chcą się zająć. Często chcieliby wyrazić treści osobiste, jednak niekiedy nie potrafią ich rozpoznać. Prezentacje powinny być okazją do szczerej i otwartej wypowiedzi, a jednocześnie wstępem do nawiązania więzi z innymi członkami grupy.

W wielu przypadkach prezentacja przekształcała się w wyznanie – student może nie planując tego, odsłaniał swoje problemy, często związane np. z jego relacjami z innymi członkami rodziny, problemami z alkoholem czy narkotykami. Nawet gdy praca nad sprawami osobistymi może działać terapeutycznie, proces tworzenia sztuki różni się od terapii. Celem zgłębiania osobistych doświadczeń w sztuce jest wydobycie z tego potencjału ekspresyjnych działań wizualnych.

W takich przypadkach doświadczenie i umiejętności pedagogiczne mają duże znaczenie. Nauczyciel staje się pośrednikiem i katalizatorem pomiędzy przeczuciami i zamierzeniami ucznia, a realizacją praktyczną dzieła. Jest to droga od treści do formy na której podpowiedź nauczyciela co do wyboru techniki i sposobu realizacji jest niezbędna.

Częstym przypadkiem jest niepewność, nieumiejętność formułowania myśli i wyrażenia pomysłów. Pomysły mogą być też nierealne, nie do zrealizowania w warunkach szkoły. Ograniczenia mogą przekierować myślenie na inne kierunki, mogą być źródłem nowych pomysłów.

 

Wybór materiałów

Instalacja to wieloelementowa realizacja artystyczna w wydzielonej przestrzeni pracowni szkolnej. Sens instalacji wynika ze wzajemnych relacji między poszczególnymi przedmiotami albo z ich kontekstu.

Aby wykonać takie zadanie, nadać mu odpowiednią treść, student musi wyjść na szersze, niż dotychczas mu znane, pole postrzegania. Pojawia się okazja przedefiniowania powodów dla których robi sztukę. Okazuje się że np. sięganie po wspomnienia z dzieciństwa, jakieś ważne wydarzenie, nierozwiązane problemy w relacjach, czy głęboko przeżywana świadomość wydarzeń politycznych czy społecznych dostarcza materiał do treści dzieła. Założenie, że dzieło jest instalacją na wybrany temat daje dużą swobodę doboru środków.

Nauczając w międzynarodowej szkole Vistula, zawsze zachęcam studentów do czerpania z osobistych doświadczeń lat przeżytych w swoich krajach. Przeżywali je w innych uwarunkowaniach społecznych i politycznych, widzieli inne krajobrazy, mówią i myślą w innym języku. Szukam w ich pracach śladu tej inności, namawiam do umiejętnego zaznaczania w swoich dziełach identyfikacji ze swoją przynależnością narodową.

Ten trop może, lecz nie musi, być pomocny przy wyborze elementów instalacji.

 

Kontakt z realnym przedmiotem

Poszukiwanie i znajdywanie przedmiotów jest tym aktem, który odróżnia instalację od innych przedmiotów programu studiów. Student wkracza w świat realnej materii. Przeszukuje szafy podczas wizyty u rodziców, wchodzi na strych i do piwnicy. Nawet wyrzucanie śmieci może być wycieczką po coś ciekawego. Jest powód i zadanie, by szerzej otworzyć oczy, aktywniej WIDZIEĆ i ZAUWAŻAĆ. Przedmiot staje się obiektem zainteresowania na nowy sposób. Chcemy go dotknąć, poczuć powierzchnię, zważyć w ręku jego ciężar i objąć formę. Przedmioty można zestawić ze sobą w dużej lub mniejszej skali. Konfrontacja z przedmiotami jest okazją do zestawienia ich wielkości z rozmiarem własnego ciała, wkroczeniem w problematykę skali. Współczesny artysta jest świadomy siły oddziaływania dużej skali. Niekiedy zastosowanie monstrualnego powiększenia obiektu lub absurdalnej miniaturyzacji sprawia, że dzieło staje się ciekawe i intrygujące. Odczuwanie wielkości jest związane z poczuciem własnych rozmiarów. Zarówno artysta, jak i odbiorcy są ludźmi, zasięg ich zmysłów jest podobny. Budowanie instalacji jest okazją, by świadomie i umiejętnie wprowadzić elementy odnoszące się do odczuwania wielkości obiektów.

 

Przedmioty wobec zasobów Internetu

Budowa instalacji z rzeczywistych obiektów jest okazją, by zmusić (słowo użyte z niechęcią) studenta do „wyjścia” z Internetu. Studenci powszechnie sięgają do sieci po inspirację lub materiał do wykonania niemal wszystkich zadań. To zjawisko jest osobnym tematem, na osobny artykuł.

Instalacja w programie studiów grafiki – profil praktyczny

Czy zaproszenie studentów do stworzenia autorskiej instalacji – efemerycznego dzieła, którego żywot określa czas trwania wystawy końcowej, może mieć uzasadnienie na praktycznym kierunku nauczania artystycznego?

„Pomieszczenie klasowe, że wszystkimi ograniczeniami jest miejscem szansy, przestrzenią możliwości, w której mamy okazję działać na rzecz wolności, wymagając od siebie i od swoich towarzyszy otworzenia umysłu i serca, co pozwala nam zmierzyć się z rzeczywistością, nawet kiedy wspólnie wyobrażamy sobie wyjście poza pętające nas ograniczenia, przekroczenie niewidzialnych granic. Wtedy edukacja staje się praktykowaniem wolności”.(Chicago 2014, s. 224).

Wypowiedź Judy Chicago może być odpowiedzią na pytanie. Wolność jest tlenem dla sztuki. Spróbowanie wolności podczas tworzenia instalacji to działanie, które stanowi dobry kapitał na przyszłe życie zawodowe grafika, również grafika praktykującego sztukę użytkową.

Warto być świadomym, w jakich warunkach przyjdzie tworzyć absolwentom kierunku grafika. W 1912 roku Artur Segal pisał w artykule zamieszczonym w Die Aktion, czasopiśmie niemieckich dadaistów:
„… co dzień nowy artysta, co dzień nowe nazwisko. Nikt już gdziekolwiek nie może czuć się pewnym swego, wszyscy lecą na łeb, na szyję w nowe trendy, w nowe kierunki. A publiczność, jak ma się to tego odnieść? Historycy sztuki mają ręce pełne roboty. Jakże łatwo przecenić, nie docenić, czy nie zrozumieć artysty! Jedynie najbardziej wrażliwi odbiorcy są w stanie odróżnić blef od prawdziwego talentu”.

A na koniec artykułu optymistyczne zakończenie: „Żyjemy jednak w ciekawych czasach” (Sanqvist 2005, s. 168). Od czasu dadaistów przemiany w sztuce jeszcze bardziej przyspieszyły, a środki artystyczne stały się wręcz niepoliczalne.

Podsumowanie

Warto pamiętać o źródłach tej szalonej aktywności człowieka. Chcemy wiedzieć więcej niż pozwalają nam zmysły, sprawdzić przeczucia, „przenicować rzeczywistość”. Już twórcy ludowi potrafili wyrazić te pragnienia i paradoks niemożności ich spełnienia. Potencjał rumuńskiej sztuki ludowej dał światu dada – wstęp do modernizmu. Sztuka stała się kosmosem pełnym wibrujących cząstek myśli i teorii. Współczesny artysta musi znaleźć w nim swoje miejsce, wybrać planetę, lub samemu ją stworzyć. Ten kosmos istnieje w trójwymiarowej przestrzeni, podobnie jak instalacja.

Przypisy

  1. Szwedzki pisarz, wykładowca w wyższej szkole artystycznej Konstfack w Sztokholmie, docent na uniwersytecie w Rovaniemi, w Finlandii.
  2. Dyplomata, pisarz, polityk 1875–1945.

Bibliografia

Baudrillard J. (2001), Selected Writings, Stanford University Press, Stanford.

Cahan S., Kocur Z. (Eds.) (1994), Contemporary Art and Multicultural Education, “Journal Art Education”, Vol. 47, Iss. 2.

Chicago J. ( 2014), Institutional Time. A Critique of Studio Art Education, The Monacelli Press, New York.
Lee Pamela M. (2000), Object to be Destroyed, The MIT Press, Cambridge.
Sandqvist T. (2005) Dada Öst, Bokförlaget Signum, Lund.
Tatarkiewicz W. (1998), Dzieje sześciu pojęć, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.

Afiliacja:
dr Jolanta Johnsson
Akademia Finansów i Biznesu Vistula
Europejski Wydział Sztuk ul. Stokłosy 3
02-787 Warszawa
e-mail: j.johnsson@vistula.edu.pl

O sztuce – teksty do katalogów wystaw

 

Poszukiwania w czasie – malarstwo Barbary Bieleckiej-Woźniczko

 

Barbara Bielecka-Woźniczko ukończyła studia w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (dyplom w 1974 r.) Studiowała na wydziale grafiki. Podczas studiów zgłębiała tajniki warsztatu graficznego jak również zapoznawała się z regułami projektowania graficznego w pracowni wybitnego artysty projektanta – Henryka Tomaszewskiego. Artystka wspomina że ten okres studiów w pracowni profesora   był dla niej intensywną „szkołą myślenia plastycznego”. Na pracę dyplomową powstał cykl plakatów do muzyki pięciu kompozytorów: Bacha, Beethovena, Chopina, Debussy’ego i Strawińskiego, dał jej tytuł magistra sztuk pięknych.

Dwie dziedziny sztuki – muzyka i obraz – prowadzą ze sobą dialog w sztuce wielu artystów plastyków. Barbara głęboko wzięła sobie do serca wypowiedź Wassily Kandisky’ego: „Ton muzyczny dociera do duszy bezpośrednio, znajduje w niej oddźwięk natychmiastowy, gdyż człowiek nosi muzykę w sobie.”

W swoim malarstwie wielokrotnie zadaje sobie pytanie: jak przełożyć ten oddźwięk na język plastyczny?

Można zadać pytanie czy jest to wykonalne, czy można obrazem opowiedzieć muzykę, albo chociaż nawiązać do muzyki? I czy warto próbować?

Wielu artystów odczuwało taką potrzebę. Abstrakcyjna sztuka dźwięków inspiruje abstrakcyjną sztukę wizualną. Wspiera dążenia do uniwersalności wypowiedzi. Tematy „muzyczne” zajęły trwałe miejsce w historii sztuki wizualnej. Wśród nich są również kompozycje Barbary.

Po studiach artystka kontynuowała swoją twórczość, pracując intensywnie o czym świadczy długa lista wystaw indywidualnych jak również wystaw grupowych, na których była obecna. Minione lata doprowadziły artystkę do rocznicy 45 lat pracy twórczej. Jak przystało na jubileusz – jest wystawa i możemy my, odbiorcy i sama autorka dokonać pewnych ostrożnych podsumowań. Ostrożność jest wskazana ze względu na fakt że mamy do czynienia z osobą będącą w sile sił twórczych. Niejedno jeszcze może się wydarzyć w jej sztuce. Natomiast wydarzyło się już na tyle dużo, powstało tyle obrazów, że można je rozpoznać wśród innych. Można próbować zgadnąć kim jest osoba która je stworzyła.

Wydaje mi się że Barbara Woźniczko jest osobą poważną, świadomą zobowiązań jakie nakłada na nas życie. Fakt że istniejemy w określonym przedziale czasu, pomiędzy punktami na osi nieskończoności. Bierzemy udział w tym co było przed nami, a może mamy wpływ na to co będzie po nas. Ten ogrom spraw jaki jest udziałem każdego człowieka, to wspólne coś może być tematem w malarstwie. Ten rodzaj sztuki pozwala i umożliwia analizę przeczuć, definiowanie spraw nieokreślonych tak by definicja nie była konkretem, ale wskazaniem do dalszej drogi poszukiwań.

Tytuł wystawy – Poszukiwania w czasie– sugeruje że artystka jest osobą dociekliwą. Chciałaby wiele wiedzieć. Ale jest też świadoma że znajomość wielu spraw nie będzie jej dana. Że można to zaakceptować, a niepełną wiedzę przetworzyć w obiekt refleksji, chwilę zadumy podczas której rejestrujemy bodźce i myśli, a nie staramy się formułować wniosku. Gdyż samo przebywanie z myślami jest przejawem bytu i nadaje sens chwili.

Artystka zatrzymuje takie chwile w swoich obrazach. Tytuły – przytoczę kilka wybranych – Komedialudzka, Źródło życia, Drzewo życia – wskazują w jakich obszarach znajduje się refleksja Barbary. Obszar przeogromny, właściwie bez granic. Wewnątrz mają miejsce takie chwile jak Macierzyństwo, Wspomnienie z przeszłości, Kwiat, Krokusy. Zauważamy różnorodność poruszanych tematów. Obok tytułów sygnalizujących wręcz kosmiczne przestrzenie, obrazy przedstawiające drobne fragmenty przyrody. W obu tych przestrzeniach przebywa ta sama osoba – Barbara. Łączy je i wyraża w swoich obrazach. Ma do dyspozycji warsztat malarski i w pełni korzysta z jego atrybutów by dopowiedzieć treść tytułu. Chociaż nie wiemy co było pierwsze – obraz czy tytuł?

Dopowiedzenie nie oznacza wypowiedzi skończonej. Refleksje artystki są zaproszeniem do udziału w jej chwilach zadumy. Do przebywania w obrazach – utkanych z wyraźnych śladów gestu, pociągnięć pędzla, wyrazistych kolorów. Malowane formy sugerują przedstawienie, rzeczy nazwane, a jednak są tak pokazane, że stają się symbolem rzeczy, a w kompozycjach obrazów jej abstrakcyjnym elementem. Warto to podkreślić, gdyż w obrazach przedstawiających widać silne ciążenie ku abstrakcji. Widzimy sylwetkę dziewczyny z długimi włosami w obrazie Modlitwa, widzimy twarz matki i dziecka w obrazie Macierzyństwo, jednak te postaci są anonimowe. Ich rolą jest wprawdzie sugestia że autorce chodzi o sprawy ludzkie, natomiast sposób w jaki zostały namalowane świadczą o dużej świadomości malarskiej artystki. Stworzyła sytuacje uniwersalne, przemawiające do każdego.

Oglądając obrazy Barbary, zanim dojdziemy do jej czystych abstrakcji, zauważymy obrazy pośrednie – abstrakcyjno-przedstawiające. Tutaj artystka daje wyraz swojej fascynacji przyrodą. Rejestruje światła i cienie, zapatruje się w linie horyzontu. Buduje kompozycje na kilku wektorach, albo wręcz na jednym kierunku gestów. Zdaje się na działanie materią farby – jej strukturą, zagęszczeniem, blaskiem lub matową powierzchnią. I na kolor. Pozwala by farba, zamieniona w kolor dźwięczała wyraziście. To duża sztuka stworzyć obraz przy pomocy tak oszczędnych środków. Obrazy takie jak Preludium deszczowe, Wiosenna Impresja, Jesienna Impresja wprowadzają widza w korytarze osobistego labiryntu Barbary Woźniczko w którym po każdym zakręcie pojawiają się nowe krajobrazy spowite nieokreślonej aurze poetyckości. Artystka sugeruje że ten świat jest wypełniony dźwiękami, wręcz muzyką. Niektórym z obrazów nadaje muzyczne tytuły i nawiązuje do jej ulubionych – domyślam się – kompozytorów.

Muzyka żałobna W. Lutosławski, Partita na skrzypce i orkiestrę, Chaczaturian, Maskarada – Walc – to obrazy które można nazwać muzycznymi pejzażami. Tutaj artystka jest już w świecie abstrakcji. Wybór trafny, gdyż co bardziej może wyrazić dźwięki niż sztuka abstrakcyjna? Barbara uderza pędzlem w rytm muzyki, zagęszcza i rozprasza drobiny farby, wprowadza je w ruch. Zaznaczone kierunki linią, czy poświatą sugerują kontynuację, wyjście poza ramy obrazu. Obraz staje się fragmentem czegoś większego, a w przypadku muzyki – nieogarnionego.

Pomimo bogactwa scenerii wielu obrazów, Barbarze jest nieobca sytuacja przeciwna – pustka. Nieobecność w przestrzeni.

W obrazach noszących tytuły ponumerowanych Płaszczyzn widzimy surowe podziały na wyraźnie wyodrębnione fragmenty. Tym płaskim, kolorowym, o bogatej fakturze przeciwstawione są czarne – głucha otchłań. Dwa przeciwieństwa pokazane na możliwie największym natężeniu. Te obrazy mówią o życiu i śmierci.

Poruszyłam kilka wybranych wątków z bogatej twórczości artystki. Liczne obrazy o wymownych tytułach świadczą o tym że zmierza się z tematami codziennymi, historycznymi, z innymi obszarami sztuki takimi jak muzyka, czy taniec. O wszystkich tych sprawach opowiada jak malarz – używając koloru i formy. Tworzy swoje niepowtarzalne kompozycje i tka swój świat w czasie. Tym który jest jej dany.

My, widzowie mamy możliwość towarzyszenia w jej „Poszukiwaniach w czasie”. Na wystawie możemy zobaczyć co znalazła, lub czego dalej szuka. To dobry znak gdy artysta jest w podróży, gdy twórczy proces trwa nieprzerwanie. Barbara Woźniczko zapewnia nas że szuka dalej.

Jolanta Johnsson

 

Jolanta Mrozowska – Domy, Galeria Vistula

 

Joanna Mrozowska maluje Domy.  Tak nazwała cykl obrazów które prezentuje na wystawie w naszej galerii. Słowo “dom” jest pojemne. Ma wiele znaczeń, może wywoływać liczne skojarzenia, emocje czy wspomnienia.

Dom – to przestrzeń u początku, w niej rozpoczyna się nasze życie. Może nie każdy przychodzi na świat w domu. Jednak nasze życie tam się zaczyna. Wzrastamy, rozwijamy się przebywając w domu. Dom to budynek w którym możemy czuć się bezpiecznie przed zawieruchą pogody, przed chłodem czy upałem.

Dom to też przyjazne wnętrze. Wygodnie urządzone, w którym znamy każdy kąt, wszystkie obecne w nim przedmioty. Wnętrza domu to żywe przestrzenie. Mieszkańcy domu zmieniają swoje pokoje, przestawiają meble, zmieniają kolor ścian, wieszają nowe obrazy. Nie ustają w wysiłku by dom był przestrzenią w której mogą się czuć dobrze, pracować, odpoczywać, spotykać innych ludzi.

Wspólnota przebywania to esencja pojęcia domu. Skorupa budynku, sztafaż przedmiotów – to są ramy wewnątrz których odbywa się to co najważniejsze – życie człowieka w relacji z drugim człowiekiem.

Na początku jest bliskość dziecka i rodziców. Intymna więź niezbędna dla właściwego rozwoju małego człowieka. Dzieciństwo przeżyte w ciepłym przyjaznym, pełnym miłości domu staje się źródłem dobra i siły na całe  dalsze życie. Dom rodzinny pojawia się w sztuce w licznych i różnorodnych kontekstach.

Joanna maluje budynki. Ich płaskie uproszczone sylwetki – prostokąt korpusu przykryty klasycznym spadzistym dachem – mogłyby być tym pierwszym „domkiem” który pojawia się na rysunkach dziecięcych. Jednak domki na obrazach artystki nie kojarzą się z przyjaznym domem rodzinnym. Są to budynki samotne. Ich wydłużone, przysadziste sylwetki świadczą o tym, że nie są to budynki mieszkalne. Artystka potwierdza to tytułami obrazów. Raz są to tytuły dosadne, są integralną częścią obrazu, dopełniają ich przekaz. Innym razem tytuł jest przewrotny, zaprzecza skojarzeniom widza.

Intensywnie brązowy budynek przykryty ciemnym dachem osadzony w neutralnej, szarobiałej płaskiej przestrzeni – to Skup złomu. Jasna ściana pobielonego budynku – magazynu rolnego, stodoły? – odcina się od ciemno-zielonych kwadratów zaryglowanych okien i otoczenia o tym samym kolorze. Tytuł obrazu – Obiekt.  To już nawet nie dom. A na innym obrazie różowy barakowaty „obiekt” z małymi kwadratowymi okienkami – na pewno stodoła – to Różowa kamienica.

Myślę że jest to świadoma gra z sobą samą, jak również z widzem. Joanna analizuje pojęcie domu. Wydobywa znaczenia tego słowa jakby z obrzeża  typowego myślenia o domu. Samotne budynki pozbawione jakiegokolwiek otoczenia, nie-domy wprowadzają widza w peryferie miejskie. Mało atrakcyjne miejsca, tam, gdzie nikt nie chce mieszkać. Gdzie nie ma ludzi. A jeżeli się pojawią, to najprawdopodobniej będą to ludzie bezdomni.

Artystka poprzez surowe formy i oszczędne barwy opowiada o bezdomności człowieka i o tym, że potrzebuje domu. Na obrazie Wolne miejsca parkingowe stoi kilka budynków. Tak, te to są na pewno budynki mieszkalne. Ale nie mają okien! Struktura pasów sygnalizujących parking wybiega pionowo w dół i do góry poza obraz. Wolnych miejsc jest nieskończona ilość! Tam nikt nie parkuje i nie mieszka! Zdawałoby się że budynki krzyczą do ludzi – „Zamieszkajcie tutaj, zapełnijcie nasze wnętrza, przebijcie otwory okienne w naszych ścianach, postawcie samochody na parkingach! Ludzie, bądźcie razem!”

Na kilku obrazach widoczne są samochody. Nie widać ich kierowcy. Jednak samochody są w ruchu. Ciągną na przyczepach domy.  Przemieszczany w ten sposób dom to Emigracja. Wysoki domek o szpiczastym dachu, jakby wieża – ciągnięty na przyczepie przez żółty samochód – to Damska sprawa. A przewrócona wieża na przyczepie niebieskiego samochodu – Męska strona.

Joanna Morozowska jest dorosłą i dojrzałą artystką. Nie maluje domu dzieciństwa. Poznała wiele spraw i problemów z jakimi zmaga się człowiek i je pokazuje. Wybrała oszczędny zestaw środków malarskich. Proste formy, ograniczoną ilość barw. Ustawia formy w śmiałej prostocie. Zestawia barwy w zdecydowanych kontrastach.

Uboga prostota wyrazistych znaków jest prostotą świadomego twórcy. To bardzo trudna sztuka, namalować jak najmniej, a wyrazić jak najwięcej. Joannie to się udało. Z jej obrazami trzeba pobyć. Wracać do nich, by odczytać coraz to nowe znaczenia ukryte w tych „domkach”.

Jednocześnie można odczuwać radość przebywania z dużymi, śmiało namalowanymi obrazami. Radość przebywania z malarstwem – po prostu.

dr Jolanta Johnsson

 

Krystyna Jatkiewicz – Spojrzenia, Galeria Vistula

 

W galerii Europejskiego Wydziału Sztuk od 16-go listopada można obejrzeć prace Krystyny Jatkiewicz. Krystyna jest absolwentką Europejskiej Akademii Sztuk – prywatnej uczelni artystycznej prof. Antoniego Fałata, która działała w latach 2000–2011 w Warszawie i mieściła się w murach Cytadeli, na ulicy Skazańców. Europejski Wydział Sztuk w Akademii Finansów i Biznesu Vistula kontynuuje tradycje EAS. Dlatego można uznać że wystawa Krystyny Jatkiewicz jest częścią dorobku EAS, a może też naszego wydziału.

Na wystawie są prezentowane prace malarskie wykonane w technice olejnej na płótnie, jak również prace graficzne wykonane cyfrowo, drukowane na płótnach.

Prace opowiadają o wrażliwości autorki na otaczającą ją naturę. Kompozycje malarskie są bardzo oszczędne, zbudowane na kilku, lub nawet na jednej formie wokół której zagęszcza się materia waloru i koloru. Podziały kompozycji tworzą konstrukcję świateł i cieni, budują kontrasty i napięcia na płótnach. Te działania powodują że wchodzimy wgłąb przeżytej sytuacji. Czujemy materię ziemi, oddychamy powietrzem przestrzeni nad horyzontem. Autorka daje nam te przeżycia, pomimo że obrazy malowane są oszczędnie, z rozmysłem, niewielką ilością farby, w ściszonej gamie kolorystycznej. Miękkie i czułe a jednocześnie zdecydowane gesty malarskie są obecne w każdym z obrazów, kontynuują opowieść o przebogatym świecie natury, o którym opowiadają również grafiki.

W grafikach autorka spogląda na struktury. Wybiera interesujące ją fragmenty, oświetla je ostrym światłem. Czujemy, że multiplikacja zmarszczeń piasku, meandrów drobniutkich fal, chropowatości kory drzewnej, czy innych szorstkości jakie występują na powierzchniach w naturze, ma swoją kontynuację. Że grafiki Krystyny ich nie obejmują, że żaden artysta nie zdoła ich pokazać nawet w największym rozmiarowo swoim dziele.

Jednak Krystyna Jatkiewicz w swoich dużych grafikach daje nam poczucie nieskończoności.

Widzowie, pedagodzy, studenci uczelni Vistula, jak również goście uczelni przechadzając się po naszej galerii  mogą spojrzeć wgłąb natury, przeczuć jej nieskończoność i ponadczasowość.

Dziękujemy naszej absolwentce za te chwile refleksji.
dr Jolanta Johnsson

 

Iwona Ostrowska – Ranne ptaki, Galeria Vistula

 

Trudno doszukać się w ptakach malowanych przez Iwonę Ostrowską szczególnych cech jakiegoś gatunku. Ptaki to zwierzęta licznie obecne w naszym codziennym krajobrazie. Prawie ich nie widzimy. Widok ptaka pospolitego gatunku, takiego jak np. wrona, gołąb czy wróbel w pejzażu miejskim, jest tak zwyczajny, że nie zwracamy na nie uwagi. Widzimy: dziób, skrzydła, ogon, pióra. Widzimy że lata – to po prostu ptak.

Można zaryzykować stwierdzenie, że większość z nas tak postrzega widziane na co dzień ptaki. Pomimo świadomości że jest wiele gatunków ptaków, nie zadajemy sobie trudu by nauczyć się je rozróżniać, by zapamiętać ich cechy szczególne. Na wiosnę, gdy ptaki są aktywne i odzywają się szczególnie intensywnie, słyszymy ich różnorakie piękne, dźwięczące głosy. Śpiew ptaków – a każdy gatunek śpiewa inaczej – to jeszcze jeden przejaw ich różnorodności. Nam, zwykłym ludziom chyba nie pomaga słuchanie odgłosów ptaków w ich odróżnianiu. Wielogłos ich śpiewu który słyszymy podczas wiosennego spaceru cieszy i napawa radością życia.

Czy Iwona Ostrowska rozróżnia ptaki? Myślę że nie zadawała sobie trudu poznawczego kiedy przystępowała do tworzenia cyklu prac prezentowanych na wystawie.

Na każdym z obrazów widnieje ptak. Cechy szczególne: dziób, skrzydła są wyraźnie zaznaczone – nie ma wątpliwości że o ptaka tu chodzi. Natomiast o gatunkach możemy zapomnieć. Te ptaki są gatunku autorskiego, stworzonego przez Iwonę.

Niezbyt piękny ten gatunek. Niedookreślony, brak cech szczególnych. Jednak istnieje – widać to na obrazach. Artystka nazwała swoje ptaki „rannymi”. Można to zrozumieć że są to ptaki „poranne”. Jak wiemy ptaki budzą się wraz ze świtem, latem bardzo wcześnie. Ale można też pomyśleć że Iwonie chodziło o ptaki „poranione”.

Skłoniłabym się do tego drugiego określenia. Malowane z gestu, surowymi kolorami – dalekie od feeri barw ptasich piór. Są ptakami pierwotnymi, które jakby nie zdążyły ubrać się w kolory, nie nabyły urody pięknych ptaków.

Myślę że ten ich stan zaciekawił artystkę na tyle, że nie miała ochoty ich ubarwiać. W każdym kolejnym płótnie zgłębia istotę swojego poranionego ptaka. Użyję liczby pojedynczej – jestem pewna że Iwona mówi o jednym ptaku. Stosuje zabieg znany już dzieciom z czytanych im baśni – czasami przez postać zwierzęcia można powiedzieć o wiele więcej o człowieku niż poprzez figurę ludzką.

Przypuszczam że artystka mówi o człowieku. Może o sobie? Nie powstanie autentyczne dzieło sztuki, jeżeli artysta nie odda mu czegoś z siebie.

Obrazy Iwony są malowane z dużą swobodą. Pozornie niedbale, pozornie prosto. Kompozycje się powtarzają. Widzimy ptaka – głównego bohatera obrazu – najczęściej w jakiś sposób wykadrowanego. Jakby mu było ciasno w prostokącie płótna. Niektóre obrazy to portrety. Dominuje jeden – czerwono-czarny – duża głowa z długim ostrym dziobem. Niektóre z tych ptaków są groźne. Jakby ich rany wzbudziły w nich gniew, krzyk, chęć odwetu. Inne ptaki są spokojne – prawie jak gołębie, gołąbki – kojarzone z łagodnością i dobrocią. Malowane w delikatnych szarościach wzbudzają sympatię. Jeżeli one też są poranione, to gdzieś głęboko to ukryły. Te obrazy są mniejsze w formacie, niektóre z nich bardzo małe. W każdym wnętrzu znalazłoby się dla nich miejsce.

Czyż taka pobieżna zaduma nad ptakami Iwony Ostrowskiej nie prowadzi do wniosku, że artystka mówi w swoim malarstwie o nas i do nas?

Cóż, artyści od zawsze zajmują się odwiecznym pytaniem o człowieka, o jego kondycję w świecie.

Iwona Ostrowska znalazła ciekawą formę wyrazu. Swoją, osobistą, i bardzo rozpoznawalną. Cieszmy się widokiem tych mocnych obrazów podczas trwania wystawy.

dr Jolanta Johnsson

 

Dorota Wejchert – Podróże, Galeria Vistula

 

Dorota Wejchert jest absolwentką Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Uzyskała stopień inżyniera architekta. Ten tytuł sugeruje że jego właścicielka jest osobą konkretną, mającą pojęcie o technicznych szczegółach otaczającej nas rzeczywistości, a szczególnie umieszczonych w niej obiektów stworzonych przez człowieka. Na co dzień jak każdy z nas, mieszkańców miasta, artystka przebywa w pejzażu architektury. Prawdopodobnie ogląda detale mijanych budynków, ocenia ich funkcjonalność, urodę lub jej brak. Nie wiem.

Wiem natomiast, że gdy tylko ma możliwość ucieka z miasta, w naturę. Może widzi w niej doskonalszego architekta, który potrafi wyczarować przestrzeń różnorodną, z tak wielu materiałów że aż trudno to ogarnąć? Nie wiem czy Dorota tak myśli kiedy maluje akwarelą.

Wiem, powiem lepiej widzę, jej śmiało malowane pejzaże poprzez które przekazuje coś niezwykle ulotnego, uciekającego jakimkolwiek definicjom – nastrój chwili.

Sceny widoków w których głównym aktorem jest przestrzeń autorka znalazła w Szkocji. Surowe linie falistego horyzontu zderzają się tam z zakręconymi kłębami chmur. Lasu, drzew jest tam niewiele. Pogoda jest zmienna, często pada deszcz i wieje wiatr. Fale morza rozbijają się o skały wybrzeża lub rozlewają się szeroko na nielicznych piaszczystych plażach. Tak nam się kojarzy Szkocja. I o takiej Szkocji opowiada nam autorka.

Malowała codziennie, spędzała wiele godzin w plenerze.

„Uwielbiam to robić” – mówi Dorota.

Emocjonalne zaangażowanie artystki oddaje rozlana farba. Konkretny materiał – pigment akwareli rozpuszczony w wodzie – staje się posłusznym medium do wyrażenia tak złożonego wydarzenia, jakim jest odczucie Doroty w momencie zobaczonych konfiguracji świateł, cieni, refleksów, mgły, i co tam jeszcze natura dodała.

Dorota Wejchert maluje z dużą świadomością możliwości wybranego medium. Oszczędnie dobiera kolory. Dominują błękity zestawiane z czerwonymi brązami ziemi, czy jasnymi żółcieniami nadbrzeżnych piasków. Struktura form krajobrazów jest logiczna i współgra z plamą koloru. Przypadkowe wędrówki rozlewanej farby nie zakłócają budowy kompozycji. Artystka przedstawia pejzaże tradycyjnie. Widzimy wyraźny podział na „niebo” i „ziemię”. W każdej z prac ten podział jest analizowany jakby od nowa. Wrażliwe widzenie artystki każe jej szukać kolejnych rozwiązań w tym zwyczajnym podziale. Rozmaitych podpowiedzi dostarcza sam krajobraz. Raz to horyzont faluje po wzgórzach lub zaciera się wśród wierzchołków dalekich drzew, a innym razem ginie we mgle rozpylonej wody fal morskich. Dorota Wejchert w surowym pejzażu Szkocji znalazła powód by malować. Przez wiele dni i wiele godzin.

Patrzę na jej prace i nasuwa mi się porównanie do Williama Turnera. On też wychodził w plener na długie sesje twórcze. W jego czasach takie podejście do artystycznego obcowania z naturą było nowością i dla niektórych dziwactwem. Dzisiaj wystarczy tylko chcieć i robić to z pasją. Pasję Doroty Wejchert widać w jej pracach. Oglądajmy je, niech zabiorą nas w podróż do miejsc gdzie przebywała.

dr Jolanta Johnsson

 

Iwona Jesiotr-Krupińska, Zatrzymaj się

 

Tytuł wystawy Iwony Jesiotr – Zatrzymaj się – to zaproszenie. Każda wystawa artystyczna jest zaproszeniem do wspólnego przeżycia. Artysta poprzez swoje dzieła mówi do widzów. Do jak szerokiego grona dotrze, komu i co zostanie przekazane – to zależy od języka artystycznego artysty.

Niewielu artystów może swobodnie działać w tak różnych  dziedzinach jakimi są rzeźba i malarstwo. Iwona to potrafi! Jest rzeźbiarką i jednocześnie malarką.

Specyfika naszej galerii wyraźnie podzielonej na dwie strony pozwoliła nam klarownie pokazać dwa obszary działalności autorki. Z jednej strony widzimy prace malarskie wykonane w technice akwareli, z drugiej strony plansze fotograficzne prezentujące rzeźby i aranżacje rzeźbiarskie.

Pejzaże Iwony powstają w chwilach odpoczynku pomiędzy trudnymi godzinami pracy rzeźbiarskiej. Iwona pozostawia bryłę materiału rzeźbiarskiego, glinę czy kamień i wychodzi w pejzaż.

Przestrzeń krajobrazu ubrana szczodrze przez naturę w nieskończoną ilość form, odcieni, nastrojów czy wrażeń zaprasza do sięgnięcia po inne, niż dłuto, narzędzie. Iwona sięga po miękki pędzel, gruby akwarelowy papier i delikatne kolory akwareli. To wdzięczna farba dla tych którzy umieją się nią posłużyć i wydobyć możliwości tej trudnej techniki. Akwarela jakby jest wymyślona po to, by malować rzeczy trudne do zdefiniowania, nieuchwytne. By nadać blask, formę i kolor przeczuciom człowieka które są gdzieś poza światem postrzegalnym, tam gdzie nie docierają nasze zmysły. Rozlana plamy koloru rozmywa przekaz. Artysta może powiedzieć wiele, ale też nie końca. W dialogu z odbiorcą pozostaje wolna przestrzeń w której niedopowiedziana opowieść artysty jest dopowiadana przez wrażliwość odbiorcy.

Wydaje się że lekki i płynny akwarelowy pędzel to prosty sposób na szybki przekaz wrażeń. Nic bardziej mylnego. Akwarela nie lubi poprawek. Każde pociągnięcie pędzla musi być trafione, w geście, w doborze i ilości farby, w wilgotności papieru. Jednocześnie artysta musi pracować sięgając do głębokich pokładów podświadomości, zawierzyć się własnemu odczuwaniu. To są obszary nieznane samemu artyście. Malując wkracza w to „bezdroże”, szuka artystycznej przygody. Ten skok w nieznane to niezbywalny element powstawania dzieła artystycznego.

Iwona Jesiotr przebywała w różnorodnych krajobrazach. We wszystkich pejzażach pokazuje dualizm pejzażu – ziemia, przyroda – wobec nieba. Proste, tak mniej więcej widzimy przestrzeń i tak „maluje się” pejzaż. Iwona pokazuje coś więcej: interakcję pomiędzy tymi elementami pejzażu. Raz to horyzontalna linia podziału jest miękka i spokojna, innym razem jest dramatycznie zakłócona drapieżnymi sylwetkami drzew, krzaków, wzburzonymi chmurami czy niespokojną wodą. Niekiedy ten dramat jest scalony piękną jednorodną plamą koloru która sama w sobie staje się osobnym pejzażem.

Myślę że Iwona malując swoje pejzaże myśli też o człowieku, którego tak pięknie rzeźbi. A jeżeli mówimy o człowieku, to nie możemy uniknąć słowa „dramat”, albo formułując łagodniej „komplikacja”. Bo przecież każdy z nas jest na swój niepowtarzalny sposób skomplikowany.

Iwonę Jesiotr interesuje człowiek. Rzeźbi figury w różnych materiałach. W glinie, w kamieniu, odlewa je w brązie. Jej rzeźby są wykonane w różnej skali, czasami wielokrotnie przerastają artystkę.

Iwona często rzeźbi głowy ludzkie. Nie są to klasyczne portrety. Jej głowy które oddają znakomicie charakter modela nie zawsze stoją przykładnie na postumencie. Czasami leżą jakby „przewrócone” na ziemi, czasami są wzniesione na wysokich pionach zwęglonych słupów drzewnych. Te dwie skrajne formy ekspozycji głowy ludzkiej są zabiegiem artystycznym który w przejmujący sposób obejmuje spektrum ludzkiego życia.

Artystka tłumaczyła mi powód dlaczego robi „słupy” z głowami: „Potrzebuję pionu, nie wystarczy mi pionowa sylwetka człowieka, z jej zbędnymi dla mojego przekazu, detalami…”  Wybrała na materiał pionu zmaltretowane, zwęglone drewno. Powierzchnia jego struktury może być metaforą ludzkiego życia. Przekaz potęgują multiplikacje, grupy ludzkich pionów.

Iwona Jesiotr porusza w swojej sztuce ważne sprawy. Zaprasza nas do zatrzymania się, do chwili refleksji. Powaga jej sztuki jest ujęta w piękną formę. To piękno pozwala nam na przebywanie wśród poważnych spraw. Z jednej strony galerii patrzą na nas rzeźby zastygłe w swoich dramatach, patrząc w drugą stronę możemy odczuć łagodną przyjemność harmonii pejzaży wykreowanych przez artystkę.

dr Jolanta Johnsson

 

Jolanta Caban – Rzeczy codzienne, Galeria Vistula

Rzeczy codzienne – tytuł wystawy sygnalizuje że będzie o rzeczach zwykłych. Codzienność kojarzy się z rutyną, powtarzalnymi czynnościami, zapoznanymi rzeczami. Mieszkamy we wnętrzach naszych mieszkań i domów siadamy codziennie na tych samych fotelach, odpoczywamy na tej jednej ulubionej kanapie… Na początku i pod koniec dnia w łazience powtarzamy czynności odświeżające nasze ciało, może też i po trochu umysły?

W pracy – pracujemy przy tym samym biurku, zasiadamy przed komputerem przystosowanym do naszych potrzeb i zadań.

Poruszanie się po znanym terenie jest wygodne i daje poczucie bezpieczeństwa. Codzienność nie przynosi wydarzeń nieoczekiwanych, nie mamy okazji do wzruszeń ani gwałtownych emocji. Ma to swoje dobre strony – zapewnia spokój. Ale bywa że przygniata nas nuda.

Jak wygląda codzienność Jolanty Caban? Jeżeli nie różni się specjalnie od codzienności mojej czy Twojej, szanowny gościu wystawy, to Jolanta ma możliwość opowiedzenia o niej  w sposób niezwykły poprzez swoje obrazy.

Jolanta opowiada w ciekawy sposób o zwykłych rzeczach. Oczywiście dokonała wyboru spośród rzeczy codziennych. Maluje wazony z kwiatami, torebki damskie, buciki z obcasami. Ten zestaw przedmiotów nadaje intymność jej wypowiedzi. Artystka podkreśla tym samym głębię i indywidualny charakter aktu malarskiego.

Cóż mówią nam jej obrazy? Przede wszystkim to że warto rzeczy zauważać. W pozornie zwykłych i nijakich, jeśli chodzi o styl, torebkach Jolanta dostrzega tyle ukrytych znaczeń, że maluje je grubo, warstwami, tak, jakby chciała dotrzeć do istoty pojęcia „torebki”. Są to niewątpliwie damskie torebki – atrybut kobiety. I tutaj można zacząć snuć myśli i refleksje o kobiecie w wielu kierunkach. Obok torebek pysznią się bukiety kwiatów w prostych wazonach. Kwiaty też jakby codzienne. Ich uroda jest wydobyta poprzez świadomie dobrane środki malarskie. Jolanta Caban wie jak ich używać. Podgrzewa swoje obrazy jarzącym cynobrem do wysokich temperatur. Nie można przejść koło nich obojętnie.

A obok tych gorących torebek i wazonów króluje wielka wanna – stary model, na czterech nóżkach. Majestatyczny w swojej klasycznej formie i tym bardziej monumentalny, gdyż mieści w sobie kobietę – tą samą którą od wieków artyści uwieczniają na swoich obrazach wielbiąc piękno kobiecego ciała. Tym razem robi to Jolanta Caban. Jej kobieta siedzi w wannie tyłem do widza, jest na wpół widoczna. Malowana chłodnymi, subtelnymi barwami. Ta kobieta nie szuka kontaktu w widzem, jest skupiona na sobie i czynności kąpieli. Obraz podnosi rangę tej czynności do jakiegoś tajemniczego rytuału.

Jolanta Caban w swoich obrazach osiąga to, co najtrudniejsze w sztuce – w pewnym sensie sakralizację rzeczywistości. Odkrywa ukryte znaczenia rzeczy, nadaje ważność ich obecności w naszym życiu. Za ich materialnym bytem kryją się sprawy o wiele ważniejsze, trudne do zdefiniowania, do opisania w słowach. Gdy słów nie starcza – trzeba użyć języka malarstwa. Jolanta Caban używa go fachowo i z wirtuozerią. Daje nam ciepłe, bardzo kolorowe obrazy w których materii malarskiej ukryła wiele spraw. Oglądajmy je z uwagą i szukajmy tego, co mają nam do powiedzenia.

dr Jolanta Johnsson

 

Grafiteka 2018 wstęp do katalogu wystawy

 

Już po raz szósty wystawa Grafiteka jest prezentowana w Galerii Okręgu Warszawskiego Związku Artystów Plastyków w Warszawie. Powtarzająca się nazwa przy której zmieniają się cyfry daty danego roku świadczy o tym, że impreza jest cykliczna, coroczna, można powiedzieć co jesienna.

Grafitekę założyli członkowie sekcji grafiki Okręgu Warszawskiego. Powtarzalność spotkań grafików sprzyja ciągłości pracy. Pokazanym w danym roku pracom towarzyszą następne – powstałe rok później – na kolejną edycję Grafiteki. Widzimy w nich kontynuację poprzednich zamysłów, przynależność do cyklu. Artysta po raz kolejny wypowiada się w obrębie wybranego tematu. Ale możemy też zaobserwować sytuacje radykalnych zwrotów, prac nowych, nieoczekiwanych, których nie skojarzylibyśmy z ich autorem na podstawie dotychczasowej znajomości jego prac.

Grafi-teka to otwarta teka, z której autorzy wyjmują wybrane grafiki spośród wielu w niej zgromadzonych. Podczas przeglądu teczki znajdują prace sprzed kilku lat, warte pokazania. Cieszymy się widząc nieznane nam grafiki znanych artystów.

W tym roku, roku 100-lecia odzyskania niepodległości wystawie grafiteki towarzyszą rzeźby, prace członków z sekcji rzeźby OW ZPAP, tematycznie związane z tą rocznicą. Jednoczesna obecność prac z dwóch dziedzin sztuki wzbogaca wystawę. Grafika i rzeźba wzajemnie się uzupełniają tworząc nową jakość w przestrzeni galerii.

Grafika sprzyja eksperymentom. W grafice technika jest partnerką w pracy, nie da się od niej uciec. Są techniki klasyczne rządzone określonymi regułami. Wymagają wysiłku, ale nagradzają szlachetnym śladem odbicia. Fakt że wielu artystów je uprawia świadczy o tym, że istnieje potrzeba wytężonej pracy i znoju w dążeniu do osiągania doskonałości.

Współczesna grafika wyraża jej autorów – artystów współczesnych. Żyjących w świecie szybkich przemian technologicznych i cywilizacyjnych. Również graficy, podobnie jak artyści uprawiający inne rodzaje sztuki, chcą być otwarci na problemy rzeczywistości. Techniki mieszane, techniki multimedialne i komputerowe są naturalnym wyborem wypowiedzi o tym co nas obchodzi i nurtuje. Te spostrzeżenia możemy poczynić oglądając na wystawie prace prawie
70 artystów. Dzieła świadczą o swobodzie z jaką ich autorzy korzystają z możliwości stosowania różnorodnych technik graficznych. Swoboda, brak ograniczeń (chyba że tylko własnej wyobraźni) w tworzeniu nabiera szczególnego znaczenia w roku 2018. W tym roku przypada 100-letnia rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest okazja do refleksji nad znaczeniem jakie ma dla nas, artystów niepodległa ojczyzna. Nasuwa się logiczne skojarzenie niepodległości z wolnością. Historia dostarcza niemało przykładów okoliczności, kiedy po latach zaborów, po długim oczekiwaniu na wolną ojczyznę, Polacy mogli zacząć decydować o sobie, stali się wolni w stanowieniu o sprawach własnego niepodległego państwa.

Przed stu laty obywatele w ogromnym zbiorowym wysiłku wywalczyli nam wolność – przestrzeń, w której każdy z nas może pomnażać bogactwo materialne i kulturalne naszego kraju.

Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam … z niej się wyłaniam…
…Pytam wciąż, jak ją pomnożyć, jak poszerzyć tę przestrzeń, którą wypełnia.1

To pytanie jakie zadaje Karol Wojtyła w poemacie Myśląc Ojczyzna możemy odnieść również do siebie. Każdy artysta czerpie „z głębi własnych korzeni”. Nie można tworzyć z pustki. Im większy bagaż doświadczeń i przeżyć otrzymanych, tym więcej można oddać w sztuce. Tym bardziej można wzbogacić wspólnotę kulturową swojego miejsca.

Ten delikatny proces ma swoją logikę i dynamikę. I wysoką stawkę – spotkanie poprzez sztukę z Drugim Człowiekiem. Spotkanie jest wtedy możliwe, gdy sztuka jest prawdziwa. To określenie jest często używane, może nawet zbanalizowane. Można dyskutować czym jest prawda w sztuce i nigdy tej rozmowy nie skończyć. Jednak nie można zaprzeczyć realnej potrzeby prawdy i autentyczności jakiej oczekujemy od sztuki.

W setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę możemy sobie zadać pytanie co nas wyraża, z czego czerpiemy? Czerpiemy z wolności. W tej wolności jesteśmy tym bardziej prawdziwi im bardziej jesteśmy świadomi wspólnoty z ziemią, która:

stała się łożyskiem świateł zapalonych głęboko w ludziach, płynęły wciąż
jednakowo te same rzeki i wciąż na nowo opływał ziemię strumień mowy wzbierający historią.
2

Wolność dała nam możliwość swobodnego podróżowania. Polscy artyści są obecni w wielu miejscach na świecie. Pragniemy zainteresować innych naszą sztuką, chcemy wnieść do zasobów sztuki światowej nasze dzieła, mówić naszym językiem o sprawach uniwersalnych. Język plastyczny polskiej sztuki wizualnej czerpie siłę z miejsca gdzie ona powstaje. Podobnie jak z formy wolności wywalczonej i określonej tu i teraz.

Graficy są szczególnie aktywni w przekraczaniu granic. Odbitka graficzna na papierze podróżuje swobodniej niż rzeźba czy malarstwo. Grafika może być obecna w kilku miejscach jednocześnie. Możliwość powielania to przywilej tego rodzaju sztuki.

Grafiteka 2018 daje możliwość wglądu w kondycję w jakiej jest grafika i rzeźba w środowisku warszawskim. Brak jakichkolwiek ograniczeń w formule wystawy potwierdza sytuację wolności w jakiej powstają prace. W roku ważnego dla nas wszystkich jubileuszu artyści mogą się czuć w swoich pracowniach prawdziwie „niepodlegli”.

Jolanta Johnsson

 

1 Karol Wojtyła Myśląc ojczyzna