Jolanta Mrozowska – Domy, Galeria Vistula

Joanna Mrozowska maluje Domy.  Tak nazwała cykl obrazów które prezentuje na wystawie w naszej galerii. Słowo “dom” jest pojemne. Ma wiele znaczeń, może wywoływać liczne skojarzenia, emocje czy wspomnienia.

Dom – to przestrzeń u początku, w niej rozpoczyna się nasze życie. Może nie każdy przychodzi na świat w domu. Jednak nasze życie tam się zaczyna. Wzrastamy, rozwijamy się przebywając w domu. Dom to budynek w którym możemy czuć się bezpiecznie przed zawieruchą pogody, przed chłodem czy upałem.

Dom to też przyjazne wnętrze. Wygodnie urządzone, w którym znamy każdy kąt, wszystkie obecne w nim przedmioty. Wnętrza domu to żywe przestrzenie. Mieszkańcy domu zmieniają swoje pokoje, przestawiają meble, zmieniają kolor ścian, wieszają nowe obrazy. Nie ustają w wysiłku by dom był przestrzenią w której mogą się czuć dobrze, pracować, odpoczywać, spotykać innych ludzi.

Wspólnota przebywania to esencja pojęcia domu. Skorupa budynku, sztafaż przedmiotów – to są ramy wewnątrz których odbywa się to co najważniejsze – życie człowieka w relacji z drugim człowiekiem.

Na początku jest bliskość dziecka i rodziców. Intymna więź niezbędna dla właściwego rozwoju małego człowieka. Dzieciństwo przeżyte w ciepłym przyjaznym, pełnym miłości domu staje się źródłem dobra i siły na całe  dalsze życie. Dom rodzinny pojawia się w sztuce w licznych i różnorodnych kontekstach.

Joanna maluje budynki. Ich płaskie uproszczone sylwetki – prostokąt korpusu przykryty klasycznym spadzistym dachem – mogłyby być tym pierwszym „domkiem” który pojawia się na rysunkach dziecięcych. Jednak domki na obrazach artystki nie kojarzą się z przyjaznym domem rodzinnym. Są to budynki samotne. Ich wydłużone, przysadziste sylwetki świadczą o tym, że nie są to budynki mieszkalne. Artystka potwierdza to tytułami obrazów. Raz są to tytuły dosadne, są integralną częścią obrazu, dopełniają ich przekaz. Innym razem tytuł jest przewrotny, zaprzecza skojarzeniom widza.

Intensywnie brązowy budynek przykryty ciemnym dachem osadzony w neutralnej, szarobiałej płaskiej przestrzeni – to Skup złomu. Jasna ściana pobielonego budynku – magazynu rolnego, stodoły? – odcina się od ciemno-zielonych kwadratów zaryglowanych okien i otoczenia o tym samym kolorze. Tytuł obrazu – Obiekt.  To już nawet nie dom. A na innym obrazie różowy barakowaty „obiekt” z małymi kwadratowymi okienkami – na pewno stodoła – to Różowa kamienica.

Myślę że jest to świadoma gra z sobą samą, jak również z widzem. Joanna analizuje pojęcie domu. Wydobywa znaczenia tego słowa jakby z obrzeża  typowego myślenia o domu. Samotne budynki pozbawione jakiegokolwiek otoczenia, nie-domy wprowadzają widza w peryferie miejskie. Mało atrakcyjne miejsca, tam, gdzie nikt nie chce mieszkać. Gdzie nie ma ludzi. A jeżeli się pojawią, to najprawdopodobniej będą to ludzie bezdomni.

Artystka poprzez surowe formy i oszczędne barwy opowiada o bezdomności człowieka i o tym, że potrzebuje domu. Na obrazie Wolne miejsca parkingowe stoi kilka budynków. Tak, te to są na pewno budynki mieszkalne. Ale nie mają okien! Struktura pasów sygnalizujących parking wybiega pionowo w dół i do góry poza obraz. Wolnych miejsc jest nieskończona ilość! Tam nikt nie parkuje i nie mieszka! Zdawałoby się że budynki krzyczą do ludzi – „Zamieszkajcie tutaj, zapełnijcie nasze wnętrza, przebijcie otwory okienne w naszych ścianach, postawcie samochody na parkingach! Ludzie, bądźcie razem!”

Na kilku obrazach widoczne są samochody. Nie widać ich kierowcy. Jednak samochody są w ruchu. Ciągną na przyczepach domy.  Przemieszczany w ten sposób dom to Emigracja. Wysoki domek o szpiczastym dachu, jakby wieża – ciągnięty na przyczepie przez żółty samochód – to Damska sprawa. A przewrócona wieża na przyczepie niebieskiego samochodu – Męska strona.

Joanna Morozowska jest dorosłą i dojrzałą artystką. Nie maluje domu dzieciństwa. Poznała wiele spraw i problemów z jakimi zmaga się człowiek i je pokazuje. Wybrała oszczędny zestaw środków malarskich. Proste formy, ograniczoną ilość barw. Ustawia formy w śmiałej prostocie. Zestawia barwy w zdecydowanych kontrastach.

Uboga prostota wyrazistych znaków jest prostotą świadomego twórcy. To bardzo trudna sztuka, namalować jak najmniej, a wyrazić jak najwięcej. Joannie to się udało. Z jej obrazami trzeba pobyć. Wracać do nich, by odczytać coraz to nowe znaczenia ukryte w tych „domkach”.

Jednocześnie można odczuwać radość przebywania z dużymi, śmiało namalowanymi obrazami. Radość przebywania z malarstwem – po prostu.

dr Jolanta Johnsson

There are no comments published yet.

Dodaj komentarz