Abstrakcja w pejzażu i w portrecie

Twórczość Jolanty Johnsson to narracja bardzo humanistyczna. Autorkę interesują właściwie tylko dwa zagadnienia: człowiek i natura. Dynamika jej artystycznej drogi wynika z tego, że w pewnych okresach jeden temat dominuje nad drugim, jest silniej zgłębiany i bardziej malarkę pasjonuje. Nigdy jednak nie ma jej na wyłączność. Kiedy powstają cykle pejzażowe – tak jak obecnie – to i tak John­sson powraca co jakiś czas do portretu. Często zresztą są to powroty do starszych prac i próba ich pogłębienia psychologicznego lub wyrażenia na nowo, w świeżo wybranych środkach formalnych czy warsztatowych. To powód dualistycznej konstrukcji wystawy, którą mamy możliwość
oglądać.

Jej wiodący wątek to najnowsze cykle pej­zażowe. Są swoistym balansowaniem pomiędzy formą abstrakcyjną, a realistyczną. Wyrażają to, co moim zdaniem w każdej twórczości jest naj­bardziej wartościowe – syntezę. Dwie serie prac dotyczą żywiołu wody. Każdy ukazuje ten temat
z innego punktu widzenia. Próba spojrzenia na wodną taflę z góry przynosi ciekawe efekty. Z jednej strony jest to rozedrgane, rozwibrowane istnienie plam barwnych samych w sobie, z drugiej – odbicie przestrzeni nieba i chmur w tej powierzchni.
To w pracach o bardziej znaczącym formacie. W tych mniejszych, które mogą utworzyć samoistny fryz,
a których forma ekspozycji – pionowa czy pozioma – zdaje się nie być z góry narzucona, autorka także skupia się na ruchu. Nie jest to jednak nerwowe drganie i opalizowanie powierzchni, ale płynność, mobilność żywiołu, który choć jest tu uspokojony
i nikomu nie zagraża, to jednak pokazuje swoją zdecydowaną moc.

Najnowsze malarstwo pejzażowe Johnsson wy­różnia się na tle jej poprzednich dokonań doborem wartości barw i sposobem ich zastosowania. Ta zmiana to kolejny wyznacznik dynamiki artystycznej kariery autorki. W pewnych okresach jej malarstwo jest w kolorze dźwięczne, operuje czystą, soczystą barwą, zestrajaną w mocnych kontrastach, sprawiających wręcz wrażenie fluorescencji. W innym czasie interesują ją wyłącznie kreacje monochromatyczne, niemal nie zniuansowane kontrastowo, gdzie próżno poszukiwać czystego koloru, a kształty zatapiane są w tło zupełnie, uwypuklając się z niego, w tym samym stopniu barwą co impastem. Ta zmienność w twórczości artystki powoduje, że jej dorobek jest nieustannie frapujący dla widza. Dla niej samej jest zresztą też niekończącą się przygodą. Najnowsze pejzaże to emanacja czystej barwy i silnego kontrastu. Sytuacja, w której kolor jest odpowiedzią na światło. 

Na przeciwległym biegunie leży kilka prac portretowych w monochromach. Wrócę jeszcze do nich. Teraz sygnalizuję ich obecność, aby pokazać, że jeszcze jeden pejzażowy cykl artystki jest w zasadzie formalnym przejściem pomiędzy tymi dwoma kreacjami. Mam tu na myśli „Chmury nad polami” – niezbyt liczną serię wyciszonych w kolorze prac, którymi Johnsson dopełnia paletę swoich możliwości formalnych, gdyż, choć operują one zgłuszoną barwą, to jednak w bardzo zdecydowany sposób nie rezygnują z kontrastu. To intrygujące obrazy, których tworzenie miejmy nadzieję będzie rozwijane. Obłe, bardzo sensualne kształty pokazują przyrodę w jej kolejnych warstwach, sygnalizują, że jesteśmy jej częścią, że nie możemy się od niej wyabstrahować. To kolejny sposób postrzegania natury, nie z góry, ale od wewnątrz. Obecność tej serii prac pokazuje analityczne predyspozycje artystki, jej temperament naukowca, który do granic pochłonięty jest tropieniem jakiegoś problemu.

Takie podejście w pejzażu jest widoczne wtedy, kiedy zderzymy ze sobą różne cykle malarskie. Nie potrzeba zestawień, aby uchwycić analityczną postawę artystki, patrząc na jej przedstawienia człowieka: portrety i figury. Tu widać dokładnie naukową drobiazgowość rozważań i dogłębne, psychologiczne podejście. Nie chodzi tylko o oddanie prawdziwości modela. Proces idzie zdecydowanie dalej, na poziom już czysto malarski, kiedy obraz odrywa się od człowieka, staje się anatomicznym przedstawieniem – znowu syntezą – kondycji
ludzkiej. 

Ta teza jest do obronienia bez trudu, bo Jolanta Johnsson ujawnia – także w ramach wystawy – tajniki warsztatu. Pokazuje się jako autorka wypowiedzi w wielu mediach. Interesuje ją nie tylko malarstwo, ale także rysunek i grafika. Każda z tych technik wymaga innego podejścia. Rysunek tuszem nie pozwala na dręczące, mozolne poprawki, przed którymi niektóre obrazy Johnsson nie mogą się obronić. Grafika operuje eksperymentem i kolejnymi matrycami, odbijanymi na tym samym arkuszu. Nie są to jednak retusze, ale następne warstwy znaczeń. Kiedy zestawi się ze sobą te wszystkie opowieści o człowieku, wyłoni się z nich głęboko humanistyczna metafora ludzkiego życia. Niezbyt optymistyczna, ale za to prawdziwa. 

Agnieszka Gniotek 

 

Człowiek w przestrzeni – przestrzeń w człowieku, Galeria na Piętrze, ZPAP, Łódź

„Nie wyzwala się form, nie wyzwala się figur.
Przeciwnie, można je jedynie łączyć: jedynym
sposobem na ich uwolnienie jest ich powiązanie,
czyli odnalezienie ich spoiw, więzi, która je
tworzy, łączy ze sobą.”

To, co w malarstwie Jolanty Johnsson najbardziej interesujące, rozgrywa się głównie w zakresie konstruowania formy.
Artystka wykorzystując twierdzenia postmodernizmu, czerpie z idei dekonstrukcji (dekonstrukcja – jeszcze jeden proces w całości tworzenia) wnikliwą analizę dzieł malarskich podejmujących problem struktury iluzji przestrzeni tworzonej światłem i kolorem.
Współczesnemu artyście niełatwo jest stworzyć oryginalną i całkowicie własną sztukę, bowiem panuje przekonanie, że w zasadzie wszystko w obrębie określonego jej rodzaju i gatunku zostało już odkryte. „Wynalazek formy” wydaje się być niemożliwym. Dlatego też postmodernizm otwiera się na przetwarzanie, rozwijanie, wykorzystywanie zdobyczy już zaistniałych, nawiązywanie, cytowanie, interpretowanie technik i form, by artysta w procesie twórczym wydobył na kanwie doświadczeń historycznych oryginalność własnego postrzegania, rozumienia rzeczywistości. Jolanta Johnsson w twórczy sposób nawiązuje do neoimpresjonizmu, koloryzmu, ekspresjonizmu.
W swoich obrazach, skupionych wokół tematu: człowiek w przestrzeni, ukazuje człowieka jako istotę skazaną na dogłębną samotność nawet w relacjach z innymi ludźmi. Łączy to jej malarstwo z filozofią egzystencjalizmu, w której człowiek jest ujmowany jako wolny, skazany na konieczność wyboru i odpowiedzialność, co wywołuje w nim poczucie lęku, beznadziejność istnienia, obcość w świecie, cierpienie.
Niemożliwość porozumienia się z „innym obcym” oraz odnalezienia jedności z otaczającym światem artystka oddaje utrzymując nastrój obrazów na krawędzi dramatyzmu.
Maluje nakładając barwy drobnymi punktami warstwa na warstwę. Dzięki tej technice kolor i światło modelują bryłę, tworzą jej odniesienia, związki z przestrzenią. Zróżnicowane natężenia barw światła wydobywają z tła kształty ludzkich postaci. Obwiedzione zdecydowanym konturem, wyodrębnione sylwetowo, świecą jakby ezoteryczną aurą. Niekiedy bryła ludzkiego ciała określona zostaje bardziej dzięki uformowaniu jej małymi pasemkami ułożonymi w rytmy wypełniające postać.
Stosowanie silnych kontrastów zwiększa ekspresję obrazów i wpływa na pogłębienie analizowanej barwą i podziałami przestrzeni.
Harmonia elementów kompozycji, podziały wewnętrzne, statystyczne ujęcie póz czynią przekaz jasnym i nadają mu równowagę tak w zakresie treści jak i formy.
Oddany w ten sposób świat jawi się jako utkany ze świetlistej materii złożonej z przestrzeni, której struktury to skomplikowana sieć relacji pomiędzy różnymi częściami istniejącej, obserwowanej całości. Taka artystyczna wizja obiektywnej rzeczywistości bliska jest nowoczesnych teoriom fizycznym, nic więc dziwnego, że artystka podejmuje również znacznie bardziej skomplikowany problem: przestrzeń w człowieku. Dotyczy ona nie tylko wewnętrznych stanów osobowości uwidaczniających się w sytuacji, w jakiej ukazana jest postać, ale także w jej jakby wibrującej, energetycznej materialności wyznaczającej podstawę istnienia.
Malowane przez Jolantę Johnsson pejzaże dopełniają sfery jej artystycznych poszukiwań. Charakteryzują się podobną techniką tworzenia, uproszczeniami, zdecydowanymi podziałami, syntetyzmem sugerującym rolę znaczących form, które bardziej lub mniej zdecydowanie zacierają granice pomiędzy realizmem, a abstrakcją.
Całość twórczości Jolanty Johnsson łączy trudną do uzyskania zintelektualizowana prostota, logiczny rygor uporządkowanej kompozycji, geometryzacja form i podziałów płaszczyzny, proporcjonalność, harmonia elementów i zestrojów kolorystycznych. Wibrujące barwy i światło, ich immanentny dynamizm uzyskany dzięki zastosowanej technice, kształtują jej własny, indywidualny styl artystyczny.

Maria Kępińska, Łódź, luty 2013

Opinia do przewodu doktorskiego w dziedzinie sztuk plastycznych, w dyscyplinie artystycznej sztuki piękne

Przygotowana przez artystkę praca doktorska to spójny tematycznie, treściowo i formalnie cykl kilkunastu obrazów olejnych na płótnie, noszący tytuł: Człowiek w przestrzeni czyli malarskie przedstawienia figury ludzkiej w różnych kontekstach przestrzennych jako wyraz trwania w samotności oraz procesów nawiązywania relacji z innymi. Znaczenie tego tytułu objaśnione jest w opisie pracy doktorskiej. Znajdziemy tam również wyczerpujące wyjaśnienie dotyczące inspiracji dla powstałego cyklu obrazów. Malowidła z tego cyklu to na poły abstrakcyjne przedstawienia postaci ludzkich – kobiet i mężczyzn – w różnych pozach, na ogół statycznych, zastygłych w bezruchu. Czasami występują one po dwie w jednorodnej przestrzeni płócien, czasem jest ich więcej, jedne nad drugimi, ich wielkośc i proporcje świadczą o tym, że znajdują się na jednym planie, co powoduje, że przestrzeń tych obrazów jest nierzeczywista i umowna, a samotne figurki ludzkie, odizolowane grubym konturem od siebie i od otoczenia, wydają się dryfować bezwładnie jak dziecięce, papierowe stateczki puszczane beztrosko w różnych kierunkach - po jednoplanowej płaszczyźnie obrazu. W niektórych płótnach autorka wprowadza arbitralne podziały geometryczne, które wzmocnione jeszcze kontrastującym kolorem podkreślają wzajemną obcośc obrazowanych postaci. Te, chociaż pozornie w jednej przestrzeni, oddzielone są niewidzialnymi dla siebie podziałami, być może ścianami „klatek” własnego ego. Uczestniczenie we wspólnocie jest tu paradoksalnie katatonicznym tkwieniem w niekończącej się, skutej lodem niemocy porozumienia, w bezradneji bezgłośnie skowyczącej samotności.

prof. Marek Szymański

 

Pejzaże przypomniane – Składnica Sztuki

Najnowsza tworczość Jolanty Johnsson, zarówno ta malarska, jak i rysunkowa, balansuje na granicy pomiędzy abstrakcją a realizmem. Są to przedstawienia aluzyjne, będące metaforą krajobrazu. Tytuł wystawy, mówiący o pejzażach przypomnianych, wydaje się tu być szczególnie adekwatny, gdyż malarstwo Johnsson jest jak wydzieranie z pamięci. To zarysy konturów, dawno niewidzianych kształtow, wakacyjnych wspomnień. W niekonkretności tych zapisów narasta konkretność doznań i uczuć towarzyszących wspomnieniom, refleksyjność natury wyciągającej z pamięci notację miłych przeżyć, czasami tylko zapchów, smaków, bardzo ulotnych wrażeń, które nawet przypadkowo potrafią uruchomić mechanizm pamięci. Jolanta Johnsson odczuwa naturę w sposób bardzo zmysłowy i takim sposobem widzenia stara się podzielić z odbiorcą. jej malarstwo bogate jest w fakturę, budującą dodatkowo kompozycję przedstawienia i powodującą, że obrazy artystki oparte są na silnej konstrukcji. Konstrukcję tę widać także, mimo użycia zupełnie innego medium, w rysunkach, będących z jednej strony pierwszym, spontanicznym zapisem wrażeń, z drugiej jednak, dowodem na sposob malarskiego myślenia i kształtowania kompozycji. To one wskazują na równowagę inspiracji w twórczości Johnsson, równowagę pomiędzy czerpaniem z natury i kultury wizualnej - w tym przypadku wielkich mistrzów abstrakcji. Jolancie Johnsson towarzyszy aura tajemniczości. Budowana kolorem, nie ma w sobie nic demonicznego, to raczej finezyjna zagadkowość oparta na oszczędnej, wyważonej gamie barw. Budzi zaciekawienie i wciąga w malarską przestrzeń kompozycji, nie odstręczając niepotrzebną dynamiką, ale także nie nudząc zbyt oczywistymi zestawieniami. Melancholijne podróże światła, gorące nasycenie przedwieczornego pejzażu, bezwietrzna gęstość górskiego powietrza i muzyczność rysunków, kreślonych przez fale na nadmorskim piasku, bardziej są tematem tych kompozycji, niż jakieś konkretne wycinki natury. Choć tworczość Johnsson nie ma nic wspólnego z impresjonizmem, dobrze do niej pasuje słowo wrażeniowość. nie kryje się za nim szybkość notacji, a wystudiowane staranie i dbałość, o jak najcelniejsze oddanie postrzeganego przez artystkę wrażenia, wyniesionego z obcowania z przyrodą. Ta pełnia jest być może jedną z najbardziej charakterystycznych cech malarstwa Johnsson. Patrząc na jej obrazy, od pierwszego rzutu oka wiemy, że są kompletne, nic w nich nie brakuje, ale też nie zawierają elementow zbędnych, nie są przegadane, nazbyt ozdobne, przeładowane, przeciwnie – budują wyważoną przemyślaną i zamkniętą kompozycję.

Agnieszka Gniotek

 

Malarstwo – Galeria "Do trzech razy ...sztuka"

Pejzaże Jolanty Johnsson tworzą łagodną aurę tajemniczości, będącej wynikiem intensywnego, zmysłowego odczuwania natury. Poszczególne kompozycje wyróżnia duża kultura malarska, widoczna poprzez zdyscyplinowaną kompozycję i oszczędne użycie koloru. Artystka patrzy na pejzaż i odkrywa tam dla siebie i dla nas widzów skarbnicę kolorów, światła, romantycznego uniesienia lub nutę melancholii. Patrząc na te obrazy odczuwamy niemal radość pracy nad płótnem. Ale odczuwamy przede wszystkim, że malarka która mierzy się z naturą szukając w niej wskazówek i ukojenia – nie przegrywa. Jej płótna zbudowane są z wielką starannością i rozmysłem. Zestawy błękitów, szarości, brązów to kolorystyczny klimat tych obrazów. Jednocześnie artystka prowadzi poszukiwania dotyczące samej materii malarskiej, zestawień powierzchni chropowatej i gładkiej, kształtów budowanych wyrazistym śladem rytmu narzędzia i delikatnie malowanych płaszczyzn obrazu. Pejzaż staje się dla niej miejscem poszukiwania przyjaznej atmosfery, skłaniającej do myślenia o otaczającym świecie poprzez pryzmat obrazu. Również pewien rodzaj tęsknoty za wszechobecną harmonią jest stale obecnym w jej twórczości dążeniem. Miałem okazję wcześniej śledzić twórcze dokonania Jolanty johnsson i mogę powiedzieć, że autorka w swoich obrazach proponuje widzowi wspólne przeżycie, zachowując dla siebie prawo do swobodnej interpretacji podpatrzonej w naturze formy. Jej obrazy zasługują na to aby oglądać je z należytą uwagą gdyż są swojego rodzaju dokumentem profesjonalnej odpowiedzialności. Sugestywność obrazów Jolanty Johnsson sprawia że widz z przyjemnością zanurza się w liryczny świat dalekich horyzontów, odczuwa przyjemność dalekich podróży w wyobraźni.

Zbigniew Pindor 2003